To był zwykły listopadowy dzień, gdy Kari McKay swoim zwyczajem poszła sprawdzić stan krów na farmie we wschodniej części stanu Waszyngton to, co odkryła na pastwisku przerosło jej najśmielsze oczekiwania. – Muszę powiedzieć, że nigdy czegoś takiego nie widziałam. Ktoś tu najwyraźniej zgubił swoją mamę – mówiła Mckay. Kilka dni wcześniej odsadzała cielęta, ale zauważyła wśród bydła na pastwisku małe zwierzę. Nie było to cielę, które podkradało się z powrotem z matką, ale mały jeleń, który wyjątkową atencją obdarzał jedną z krów, liżąc jej nos. McKay początkowo myślała, że spotkanie z jelonkiem było jednorazowe, a zwierzę przypadkiem znalazło się wśród krów. Jednak czas mijał, a jelonek nie zamierzał opuszczać stada. Właścicielka fermy postanowiła mu zatem nadać imię Li'l Johnny Deere. Systematycznie obserwowała jego zachowanie wśród krów i uwieczniała wspólne chwile zwierząt. – Gdy udało mi się do niego bliżej podejść, zauważyłam, że jelonek ma około roku i wygląda na to, że niedawno został odsadzony od swojej mamy – komentuje. Po paru dniach obserwacji kobieta relacjonowała: - Little Johnny Deer jest wciąż ze swoimi krowami. W ostatnich dniach było dość zimno i wietrznie, ale zdaje się, że jest całkiem zadowolony z swojego nowego stada. Przybiega do krów, jeśli nie czuje się w żaden sposób zagrożony – pisała Amerykanka.

Pewnego dnia młody jeleń miał zapewne wątpliwą przyjemność poznania psów właścicielki. Zwykle siedziały w samochodzie, gdy ona doglądała krów, ale kiedy zobaczyły na pastwisku jelenia, obydwa rzuciły się w jego stronę. Jeden wrócił, gdy został przywołany, ale drugi nie ustępował w pogoni za jelonkiem Johnny'm. Gdy i drugi powrócił McKay, zorientowała się, że jelonka nie ma w zasięgu wzroku. Pomyślała zatem, że został skutecznie odstraszony przez psy. Gdy zaczęła dolewać wody do koryta, krowy z pastwiska zaczęły podążać ku niej. Nagle spojrzała, a za nimi szedł mały Li'l Johnny Deere. Nie było mowy, żeby został sam, gdy całe jego nowe stado podążyło do koryta.

Fot. Kari McKay
Fot. Kari McKay

Nadszedł w końcu grudzień, który przyniósł ze sobą śnieg i zimno, a także pewność, że krowy zaakceptowały, a wręcz są zadowolone z nowego towarzystwa. Zimowego popołudnia, gdy McKay poszła do krów, wszystkie tłoczyły się wokół niej, myśląc, że śnieg na ziemi to dodatkowa porcja paszy. – Zastanawiałam się, czy Li'l Johnny, który zwykle zostaje na zewnątrz elektrycznego ogrodzenia, zauważy, że nie wszyscy zostawili go. Jelonek spojrzał w dal i zobaczył jedną krowę, która wlekła się do niego z powrotem - Zaraz Li'l Johnny Deere biegł do niej i szli razem. To było słodkie! – przyznaje kobieta. Zimowy czas przyniósł jeszcze jedną próbę międzygatunkowej przyjaźni: niskie temperatury i silne zamiecie sprawiły, że nadszedł czas, by krowy przenieść do obory na zimę. Przed krowami był ponad 6 km marsz do zimowego schronienia. Nie wiadomo było, czy jelonek zdecyduje się na tak długą drogę i opuszczenie pastwiska. Jednak w dniu przeprowadzki, gdy spostrzegł, że krowy powoli odchodzą i nie zamierzają już wrócić, postanowił dogonić je i maszerować wspólnie.

Fot. Kari McKay
Fot. Kari McKay

Obecnie jelonek spędza zimę z krowami w oborze. Ma tam dość jedzenia, wody i siana, by bezpiecznie przetrwać zimę, ale zważywszy na to, że jest dzikim zwierzęciem, zawsze ma możliwość opuszczenia krów i podążania własną drogą.

Bez względu na to, jakie będą dalsze losy Johnny'ego tysiące ludzi śledzi jego losy na Facebooku. – Zwierzęta mogą się różnić od siebie, ale są akceptowane i kochane tak samo. Podobnie jak każdy z nas, szukają bezpiecznego miejsca, aby bezpiecznie "wylądować" w życiu. Li'l Johnny znalazł swoje miejsce wśród stada krów. Myślę, że wszyscy mogliśmy nauczyć się czegoś z tych międzygatunkowych relacji – przyznaje McKay.

Fot. Kari McKay
Fot. Kari McKay

Oto strona, gdzie można śledzić losy jelonka na Facebook’u.

Podobał się artykuł? Podziel się!