Z drugiej jednak strony jest to materiał kontrowersyjny, ponieważ ok. 90 proc. soi uprawianej na świecie należy do grupy roślin genetycznie modyfikowanych, przez wielu uważanych za jedno z najpoważniejszych zagrożeń łańcucha żywności we współczesnym świecie. Dlatego też regularnie podejmowane są próby znalezienia i zastosowania alternatywnych źródeł białka paszowego o podobnej jakości, a wyższym poziomie bezpieczeństwa.

Obecnie rynek krajowy oferuje kilka surowców wysokobiałkowych, z których najwyższym wskaźnikiem dostępności charakteryzuje się śruta rzepakowa. Jest to jednak surowiec o wciąż jeszcze mocno podwyższonej zawartości substancji antyodżywczych, co stawia go w szeregu materiałów suplementujących, a nie zastępujących śrutę sojową. Krajowe rośliny strączkowe też podlegają pewnym ograniczeniom, choć zwykle mogą być stosowane w większej niż rzepak koncentracji. Ich największym ograniczeniem jest jednak niewielka podaż związana z niskim areałem upraw. Znakomitą wartością białka charakteryzują się drożdże, jednak z powodu działania rozwalniającego mogą być stosowane tylko w ograniczonym zakresie. Nieco większą tolerancję wykazuje przewód pokarmowy na tzw. DDGS, czyli suszony wywar gorzelniczy. Jest to jednak surowiec o wysokim stopniu skażenia mykotoksynami, a przy tym jego cena sprawia, że jest jednym z najdroższych źródeł białka paszowego, co poważnie ogranicza jego zastosowanie. Znakomita wartość białka przy stosunkowo niskiej cenie, to jest to, czego polska branża produkcji wieprzowiny bardzo potrzebuje.

Obecnie pewne nadzieje budzi rosnący rynek niemodyfikowanej genetycznie soi związany ze wzrostem areału upraw na Ukrainie. Nie wiadomo tylko, czy w dłuższej perspektywie jest to gwarantowany dostawca. Czy można zatem zastąpić śrutę sojową w żywieniu świń? Częściowo tak, całościowo nie. Coraz częściej zwraca się uwagę na możliwości, jakie daje wykorzystanie białka mikrobiologicznego. Ale na większą skalę to temat przyszłości.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!