Pierwsza nowoczesna obora w gospodarstwie państwa Tomaszewskich powstała w 2004 r. na 120 stanowisk. Jednak po kilku latach obiekt okazał się za mały i w 2012 r. nastąpiła modernizacja i rozbudowa obory. Aktualnie budynek posiada wymiary 24 m szerokości, 121 m długości i 7 m wysokości w kalenicy. Konstrukcja stalowa wolnonośna wykonana jest według projektu firmy Lely. Obora jest w stanie pomieścić łącznie 340 krów. Podczas naszej wizyty w gospodarstwie mogliśmy zaobserwować kolejny etap powiększania stada, gdyż pan Tomaszewski odbierał właśnie transport 30 pierwiastek, które przyjechały zza zachodniej granicy. Obecnie dojonych jest ok. 300 krów. Dzięki szybkiemu zapełnianiu obory, koszty poniesione na inwestycje szybciej się zwracają. Szybki rozwój wiąże się jednak nierozerwalnie z wysokimi nakładami finansowymi, co obarczone jest dużym ryzykiem - jest to więc gra dla odważnych.

DUŻE, ALE WCIĄŻ RODZINNE

Mimo tego, że wielkość gospodarstwa przewyższa znacznie średnią krajową (średnia powierzchni gruntów rolnych w gospodarstwie rolnym w Polsce w 2014 r., wg danych ARiMR, wynosi 10,48 ha), to można je nadal uznać za gospodarstwo rodzinne. Oprócz członków rodziny do niektórych prac zatrudniona jest dodatkowo jedna osoba, co przy tej skali produkcji jest godne podziwu. Sytuacja taka jest możliwa dzięki zautomatyzowaniu wielu prac w gospodarstwie. Łączna powierzchnia użytkowanych gruntów to ok. 200 ha, z czego 160 ha przeznaczanych jest na kukurydzę, natomiast resztę zajmują użytki zielone. Dla tak dużego stada potrzebny jest znaczny areał upraw, by móc zapewnić odpowiednią bazę paszową. Jednak dzięki nowoczesnym i wydajnym sprzętom oraz dobrej organizacji pracy pan Tomaszewski wraz z synami bez problemu radzi sobie z pracami polowymi. Produkcja pasz objętościowych pochłania w zasadzie całą powierzchnię gospodarstwa, w związku z tym pasze treściwe muszą pochodzić z zakupu.

ROBOT UDOJOWY TO WYDAJNY PRACOWNIK

Dzięki automatyzacji produkcji pan Ryszard mógł ograniczyć zatrudnienie zewnętrznych pracowników do minimum. Jak sam przyznaje, o dobrych pracowników jest naprawdę trudno. Poprzedni system udoju na hali wymagał dużych nakładów pracy i zaangażowania dodatkowych osób. Przy mniejszym stadzie dój na hali zajmował ok. 4 godz. dziennie... Dokończenie tekstu w marcowym wydaniu Farmera.

Zobacz więcej artykułów z wydania Farmera 3/2015 ---> Aktualny numer ----> Prenumerata