Władysław Rutkowski produkcją mleka zajmuje się od lat 70. Gospodarstwo w miejscowości Karniewo w okolicach Ciechanowa prowadzi wraz z żoną Mariolą. W sumie Rutkowscy posiadają ok. 140 zwierząt, w tym 60 krów dojnych. - Wydajność stada to około 7-8 tys. kg, dla wielu pewnie nie jest imponująca, ale ja mam swoją teorię - im większa wydajność, tym więcej problemów i szybsze brakowanie krów. Ilość mleka, jaką dają nasze krowy, pozwala użytkować je średnio przez pięć, sześć laktacji - komentuje pan Władysław.

JAKIE CIELĘ, TAKA KROWA
Podkreśla, jak duże znaczenie dla przyszłej zdrowotności stada i jego podatności na choroby ma prawidłowy odchów cieląt. - Problemy w czasie odchowu w znaczny sposób odbijają się na późniejszej odporności i podatności na choroby krów dorosłych. To jest bardzo prosta zależność - mówi hodowca. - Jeszcze jakiś czas temu mieliśmy sporo problemów, częste były biegunki, no i niestety upadki, które sięgały 15-20 proc. - dodaje. Zdrowotność cieląt była głównym powodem, dla którego Rutkowscy zdecydowali się na zakup stacji odpajania cieląt. Wybór padł na stację CF500 DeLaval w pełnej opcji. Koszt inwestycji sięgnął 50 tys. zł, w tym około 44 tys. za sprzęt plus koszty dostosowania budynku i instalacji urządzenia. 40 proc. kwoty udało się pokryć dofinansowaniem unijnym. - Owszem, są to duże pieniądze, ale to się zwraca - komentuje Rutkowski. - Każde padnięte cielę to strata około 5 do 7 tys. zł, które można uzyskać już za dorosłe zwierzę. Do tego dochodzą koszty leczenia, a nawet jeśli odratuje się takie słabsze cielę, to później już dorosła krowa i tak ma więcej problemów zdrowotnych, co również oznacza straty - wyjaśnia.


- Nie żałuję, że zdecydowałem się na stację; dzięki niej wróciliśmy do tradycyjnego żywienia, które jest bliższe naturalnemu - mówi pan Władysław. Cielęta pobierają pójło zgodnie ze swoimi potrzebami, kilka razy dziennie. Wcześniej, ze względu na brak czasu, pojenie przy pomocy wiader odbywało się dwa razy dziennie. - Rano robiliśmy to sami z żoną, a w pojenie wieczorne zaangażowana była cała rodzina - córki i siostra. Mimo to, nie udawało się uniknąć problemów, gdyż ciężko w takim systemie dopilnować każde zwierzę z osobna, zapewnić jednolitą dawkę o odpowiedniej temperaturze. To jest niemożliwe - wyjaśnia. Podkreśla jak bardzo automat odciążył rodzinę. - Oczywiście, to nie znaczy, że jak jest stacja, to nikt do cieląt nie zagląda, wręcz przeciwnie, stacja pozwala na szybkie wychwycenie nieprawidłowości - mówi. Stacja rejestruje takie informacje o każdym cielęciu jak ilość pobranego mleka, przerwane wizyty na stanowisku, szybkość picia. Gdy coś jest nie tak, można ustalić indywidualnie dawkę, na przykład zwiększyć koncentrację preparatu mlekozastępczego.
Jak tłumaczy hodowca, dzięki stacji można prowadzić także, jednocześnie w trakcie odchowu cieliczek, także opas byczków, na przykład na „białe mięso". - Widziałem, jak to robi się we Włoszech, być może kiedyś i u nas spożycie takiego mięsa zwiększy się, a jest to alternatywa dla produkcji mleka i możliwość uzyskania dodatkowego dochodu - wyjaśnia.

przejdź do strony    1 2