Aby sprzedać zwierzę za granicę, rolnik musi najpierw dostać świadectwo weterynaryjne potwierdzające, że sztuka, która opuszcza gospodarstwo jest zdrowa. Problem w tym, że powiatowi lekarze weterynarii nie zawsze mogą takie świadectwo wystawić.
A dokładnie chodzi o aktualne badanie stwierdzające czy w danym stadzie nie ma zagrożenia białaczką. Najbardziej cierpią na tym hodowcy bydła mlecznego, którzy ze sprzedażą cieląt nie mogą zbyt długo czekać. Możliwy jest tylko obrót na rynku krajowym a to oznacza dla nich duże straty. - Zakłady mięsne płacą cenę rzędu 30 proc. materiału rzeźnego – informuje Grzegorz Grodzki Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.

Inspekcja weterynaryjna zapewnia, że robi wszystko, aby badania były przeprowadzone we wszystkich powiatach jak najszybciej. Są na to pieniądze, ale cała akcja badania krów musi niestety trochę potrwać.
Janusz Związek Główna Inspekcja Weterynaryjna: - Jeżeli w stadzie w ostatnich 12 miesiącach dokonano dwukrotnie badania laboratoryjnego i w wyniku tego badania oraz ostatnich 2 lat, czyli jeszcze rok do tyłu nie wystąpiła kliniczna białaczka, albo białaczka w postaci laboratoryjnej, to wtedy powiatowy lekarz weterynarii może uznać to stado za urzędowo wolne.

Co w tej sytuacji mogą zrobić rolnicy, którym zależy na tym, aby jak najszybciej sprzedać cielęta? Niestety niewiele, bo badań nie wolno im wykonać.
- Rolnicy nawet do nas zgłaszają się że dopiero w maju jest planowane badanie u nas czy w czerwcu no niestety odległość między 1 a 2 badaniem w tych 12 miesiącach nie może być krótsza niż 4 miesiące – mówi Janusz Związek.

Zdaniem inspekcji weterynaryjnej to, co najgorsze już za nami. Masowa akcja badania krów rozpoczęła się w 2005 r. i są już pierwsze rezultaty. Jedno województwo – śląskie ma urzędowo stwierdzoną wolność od białaczki, a wkrótce dołączą do niego następne. Wszystko wskazuje na to, że najszybciej świętokrzyskie, lubelskie i podkarpackie.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!