W obecnych czasach rynek wymaga ukierunkowania i specjalizacji. Powstały wielkie fermy krów mlecznych, a i rodzinne gospodarstwa utrzymują niekiedy ponad sto krów. Do tego krowy mleczne dziś, a kiedyś różnią się diametralnie pod wieloma względami.

Krowa mleczna sprzed powiedzmy 20 lat dawała kilka litrów mleka dziennie, ale i można było od niej uzyskać buhajka, który po okresie opasu i uboju dawał świetnej jakości wołowinę. W tamtych czasach spożycie wołowiny w Polsce przekraczało 15 kg na statystycznego Polaka, co jest obecną średnią z Europy Zachodniej, a w Polsce spożycie tego mięsa spadło do zaledwie 2 kilogramów. Teraz buhajki w takich stadach, brutalnie to nazywając są odpadami.
 
Są jednak gospodarstwa – fermy mleczne, w których buhajki (najczęściej HF-y) pozostają w stadzie. Przy dużym zapasie pasz gospodarskich oraz racjonalnym żywieniu krów mlecznych, a także wykorzystaniu niedojadów przez nie pozostawionych można uzyskać dodatkowy dochód.

Co roku staramy się zostawić kilka grup buhajów na opas w zależności od nasilenia wycieleń w stadzie – mówi Grzegorz Radzikowski z Mazowsza. Takie działanie porównałbym do lokaty w banku. Ze stada 85 krów mlecznych uzyskujemy dochód, a opasy to nasze odsetki, które rosną. Do tego wykorzystać i zagospodarować można niedojady od krów i pasze nieco gorszej jakości. Po okresie opasu trwającym ok. 18 miesięcy buhaje osiągają ok. 600-650 kg, a ze sprzedażą nie ma żadnego problemu – dodaje. Podobał się artykuł? Podziel się!