Hodowcy chętnie korzystają ze szczepień w kierunku BVD, jako najlepszej formy prewencji przed wirusem. Jednak nie tędy droga. Najważniejszymi krokami w celu obrony stada przed negatywnymi konsekwencjami choroby jest diagnosta oraz eliminacja trwale zakażonych osobników.

Jak mówił prof. dr hab. Jan Żmudziński, najważniejszą rzeczą w prewencji przeciwko BVD jest postawienie diagnozy. Drugą zasadą jest świadomy zakup materiału hodowlanego.

- Najlepszą rzeczą to jest zdiagnozowanie stada. Wtedy ustalimy, jaki mamy odsetek zwierząt siejących ten wirus. To są zwierzęta trwale zarażone i jest to proces znany od co najmniej 20 lat. Jeśli te zwierzęta wyeliminujemy ze stada i pilnujemy aby nie przeniknęły takie osobniki do stada - kiedy kupujemy zwierzęta, wprowadzamy nasienie. Musimy dbać aby te nasienie pochodziło ze stacji, które są pod nadzorem. 

Wszystkie polskie stacje są pod nadzorem, więc pochodzące z nich nasienie jest wolne od BVD. Nie ma tu niebezpieczeństwa. Należy być jednak ostrożnym przy zakupie nasienia z importu, które nie miało by właściwych certyfikatów. - dodał profesor Żmudziński

Eliminacja ze stada zwierząt trwale zakażonych oraz odcięcie źródła wirusa, powinny być priorytetem dla hodowcy. Bez tego problemy z rozrodem, biegunkami i chorobami górnych dróg oddechowych mogą się nie skończyć.

Problematyczne szczepionki

Jak mówił prelegent, problem ze szczepionkami polega na tym że one są oparte o wirus genetycznie odmienny od serotypu występującego w Polsce. Dodatkowo nie gwarantują odpowiedzi immunologicznej ze strony organizmu krowy.

- Badaliśmy stada, w których stosowane były od lat szczepionki i odporność była dość miernego stopnia, nie wszystkie zwierzęta również reagowały wytworzeniem odporności.

Profesor Żmudziński radzi aby hodowcy sami policzyli co się bardziej opłaci. Czy szczepienia, czy może eliminacja trwale zakażonych osobników.

- Bo zwierząt trwale zakażone to są zwykle pojedyncze sztuki. A aby uniknąć dalszego rodzenia się osobników trwale zakażonych, musimy nie dopuścić do zakażenia krowy będącej w ciąży.

Jeśli krowa będąca pomiędzy 90 a 140 dniem cielności, ma kontakt z wirusem, to przejdzie chorobę bez szwanku. Jednak wirus przeniknie przez łożysko i zakazi płód. Później urodzi się ciele trwale zakażone. Jak mówił profesor Żmudziński, na ogół takie zwierzęta padają w ciągu 2 lat, ale zdarzyły się też przypadki, że krowa 11 letnia siała wirus, będąc cały czas trwale zakażonym osobnikiem.

- Trzeba sobie uzmysłowić ile spustoszenia mogła zrobić w stadzie. Gdyby ją właściwie zidentyfikować, kilka lat wcześniej i usunąć ze stada, to prawdopodobnie wyeliminowali byśmy problemy m.in. z rozrodem, które były w stadzie.

Problemem jest również dobór odpowiedniej szczepionki do serotypu wirusa, jaki zagraża zwierzętom w Polsce. Podczas prelekcji, prof. Żmudziński pokazywał wyniki nadań naukowców z Japonii, którzy w obrębie tego wirusa, wyodrębnili 15 serotypów. Prelegent mówił również o sygnałach nt. atypowych wirusów BVD, którymi mogą być również zarażone zwierzęta w polskich hodowlach.

Podobał się artykuł? Podziel się!