– W ostatnim czasie widać wyraźne "ożywienie" ze strony kupujących, co spowodowane jest pracami polowymi wykonywanymi przez rolników tzn. kto miał sprzedać bydło, bo potrzebował pieniędzy, już to zrobił i teraz każdy pracuje w polu nie mając czasu na przeprowadzanie transakcji – moim zdaniem będzie to skutkować podwyżkami cen ponieważ ubojnie muszą zachować ciągłość ubojów, a przy deficycie towaru będą zachęcać cenami – uważa Józef Wojewódzki, producent bydła mięsnego, Członek Zarządu Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Na ruchy cen może wpłynąć również okres składania wniosków o płatności bezpośrednie, a więc i dopłaty do bydła, co może skutkować mniejszą podażą żywca wołowego. Wynika to ustawowego obowiązku utrzymywania zgłoszonych do dopłat zwierząt w stadzie przez okres 30 dni od dnia złożenia wniosku.

Jest również spora wada tej zależności. Otóż istnieje ryzyko, że po upływie okresu obowiązkowego przetrzymywania bydła w stadzie, nastąpi zwiększona podaż zwierząt, pociągająca za sobą spadek cen, co miało już miejsce w ubiegłym sezonie.

Pewne szanse na poprawę koniunktury, a co za tym idzie wzrost cen, stwarzają próby poszukiwania kolejnych rynków zbytu.

– W ostatnich tygodniach część zakładów mówi o wysyłkach do Hongkongu. Widzą w tym perspektywę handlową, aczkolwiek ciężko jest określić, jak to wpłynie na ceny dla producentów. Cały czas jednak odczuwamy niestabilne stosunki handlowe z Turcją, która jest potencjalnie chłonnym rynkiem naszej wołowiny, a wpływa na to wiele czynników, chociażby ich wewnętrzne rozterki rządowe, cła itd. – uważa Wojewódzki.

Podobał się artykuł? Podziel się!