Najczęściej kupowane przez polskich hodowców jałowice cielne pochodzą z importu z krajów zachodnich – do czego skłania hodowców przede wszystkim wyższy potencjał produkcyjny zwierząt. Jednocześnie jednak wyższa jest również cena takich zwierząt w porównaniu z jałowicami krajowymi. Ze względów ekonomicznych wielu hodowców decyduje się również na zakup materiału z Czech, który pod względem produkcji niewiele ustępuje niemieckim czy holenderskim zwierzętom.

- Czeskie jałówki są tańsze w porównaniu do materiału pochodzącego z zachodu. Produkcja mleka jest jednak na przyzwoitym poziomie – wszystkie jałówki po ocieleniu doją się powyżej 30 kg mleka. Dodatkowo firma, która dostarczyła mi jałowice dała gwarancję wysokiej produkcji i ewentualnej wymiany zwierząt, gdyby produkcja odbiegała od założeń w moim gospodarstwie – tłumaczy hodowca z powiatu siedleckiego.

Wprowadzanie z zewnątrz zwierząt do stada wiąże się z dużym ryzykiem, gdzie główne stanowią choroby (np. IBR czy BVD). Ważna jest również aklimatyzacja zwierząt w nowych warunkach – które mogą diametralnie odbiegać od tych w których były utrzymywane. Transport jałowic oraz właśnie okres przejściowy w aklimatyzacji w naszej oborze może być niekiedy powodem występowania powikłań przy porodzie. Przyzwyczajenie zwierząt do nowych warunków może być również uciążliwe dla hodowcy.

Dwaj hodowcy z Mazowsza, którzy zdecydowali się na zakup czeskich jałowic są zgodni co do dobrej ich mleczności, mają jednak pewne zastrzeżenia co do przystosowania się do warunków utrzymania w ich oborach. Najważniejszym jest problem z prawidłowego korzystania z legowisk.

- Najtrudniej jest utrzymać czeskie jałówki w czystości – ponieważ nie układają się do odpoczynku w wyznaczonych do tego miejscach, czyli legowiskach, a dosłownie zajmują pozycję leżącą na najbliższej wolnej powierzchni, czy to na rusztach, czy ogólnie w korytarzu gnojowym – tłumaczy hodowca z powiatu węgrowskiego. Wyróżniają się z całego stada ponieważ są najbrudniejsze, zupełnie jakby lubiły się zabrudzić – dodaje żartobliwie Hodowca.

Jak tłumaczy hodowca z okolic Siedlec początkowo trudniej jest również obsługiwać te zwierzęta ponieważ sprawiają wrażenie bardziej „dzikich” – jakby nie miały kontaktu z ludźmi. Jednak dodaje, że jak każde zwierzę w jego stadzie po dość krótkim czasie i „Czeszki” się oswoiły na tyle, żeby bez problemów przebiegała ich obsługa.

Podobał się artykuł? Podziel się!