W przykładzie pokazanym przez doktora Lacha na pierwszy rzut oka wydaje się, że skrócenie laktacji o miesiąc powoduje straty z tytułu nie wydojenia mleka w ostatniej fazie laktacji.

- Załóżmy, że porównujemy dwie sytuacje. W obu krowy są użytkowane przez 3,5 roku oraz posiadają taką samą krzywą laktacji. W pierwszym przypadku okres międzywycieleniowy wynosi 420 dni, natomiast w drugim 390 dni. Z tego tytułu pierwsza krowa daje 12,5 tys. kg mleka w ciągu laktacji, natomiast druga 11,8 tys. kg (jest dojona o miesiąc krócej). Na pierwszy rzut oka, zysk z drugiej z mlecznic jest mniejszy o 700 kg mleka – mówi dr Zbigniew Lach.

Zdaniem doktora Lacha musimy jednak przyjrzeć się wydajności życiowej obu zwierząt. Pierwsza krowa w ciągu 3,5 roku będzie miała 3,04 laktacji tj. 3 pełne (420 dni) oraz ok. 20 dni czwartej. Druga krowa natomiast w tym samym przedziale czasu skończy 3,28 laktacje czyli będzie dojona przez 3 (390 dni) laktacje oraz ok. 110 dni czwartej. Według obliczeń żywieniowca z OHZ Osięciny, druga z krów powinna mieć życiową wydajność wyższą od pierwszej mlecznicy o 2 do 2,5 tys. kg.

Tak więc po dokładniejszej analizie widzimy, że nie tracimy na krótszej laktacji. Jak mówi dr Lach, dzieje się tak ponieważ mlecznice są najbardziej wydajne na początku laktacji.

- Pamiętajmy, że 50 proc. zysku krowa daje w pierwszych 100 dniach laktacji, zatem powinno nam zależeć, aby krowa jak najwięcej miała pierwszych „setek”. Z punktu widzenia opłacalności nie powinno nam zależeć na wydajności laktacyjnej lecz życiowej - przypomina Zbigniew Lach.