- Z tego co wiem, to na Ukrainie wciąż obowiązują zaporowe cła. Spójrzmy na polską wieprzowinę. Co z tego, że nasz sąsiad oficjalnie chce ją importować, skoro w praktyce kompletnie blokuje wywóz - mówi nam jeden z producentów proszący o anonimowość. W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Borkowski: - Miałem wgląd do cen akcyzowych i proszę sobie wyobrazić, że ukraińskie cło za wieprzowinę wynosi 2 dolary od kilograma. Dla przykładu Niemców obowiązują już dużo niższe stawki. To właśnie cena cła zadecyduje o faktycznym otwarciu na import – stwierdza właściciel zakładów mięsnych Mościbrody i dodaje – Ukraińcy  całkowicie zamykają się na Polskę. Oni od kilku lat nie są zainteresowani żadną współpracą.

Niestety nie są jeszcze znane stawki celne za mięso wołowe. Pewne jest za to, że proces otrzymywania zgód eksportowych został znacznie skrócony. Informuje o tym Główny Inspektorat Weterynarii:

„Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Rolnictwa i Żywności Ukrainy z dnia 1 kwietnia 2014r. Nr 118 zakłady wyrażające chęć eksportu na rynek Ukrainy, nie muszą być wcześniej kontrolowane przez inspektorów z Ukrainy”. W piśmie czytamy również, że od zakładów nie jest wymagane posiadanie decyzji administracyjnej zatwierdzającej do eksportu. Mają one podlegać jedynie kwalifikacji do wywozu, która jest wydawana przez Powiatowego Lekarza Weterynarii oraz spełniać wymagania sanitarno-weterynaryjne Ukrainy.

O tym, że chęć sprowadzania przez Ukrainę wołowiny z zagranicy to nie mrzonki, przekonała się już Dania, która w zeszłym miesiącu uruchomiła eksport do tego kraju.

W Polsce wstępne zainteresowanie eksportem wyraziły Zakłady Mokobody: - Z Ukrainą współpracowaliśmy w przeszłości. Jesteśmy gotowi odświeżyć ten kierunek. W obecnej sytuacji każdy rynek zbytu jest na wagę złota - twierdzi Małgorzata Podniesińska, menadżer do spraw marketingu. Z kolei Krzysztof Borkowski radzi by w kontaktach z ukraińskimi kontrahentami zachować ostrożność 

- Jeśli ktoś decyduje się na współpracę, musi pobierać pieniądze za towar z góry,  albo przynajmniej go ubezpieczać. Jeśli ktoś zapewnia nas o zapłacie za towar w późniejszym terminie, to nie ma co nawet kontynuować rozmowy. Po prostu nasz, nazwijmy go „partner”, nie zapłaci. Przy okazji opowiada o jednej z takich transakcji:

- Były czasy, że wysyłałem po kilka tirów w tygodniu. Szło tam po kilkanaście tysięcy ton. Wówczas mięso trafiało tam, aby uzupełnić rezerwy państwowe. Proszę sobie wyobrazić, że nawet w takich przypadkach miałem problemy z odzyskaniem pieniędzy. Ukraińcy nigdy do końca się ze mną nie rozliczyli.

 Przypomnijmy - zakaz importu polskiej wołowiny obowiązywał na Ukrainie od 2007 r.