Wielu rolników zastanawiało się co robić z drugim odrostem trawy, której było jak na lekarstwo. Niektórzy pozostawili z nadzieją na pojawienie się opadów i zazielenienie łąk, inni zdecydowali się na cięcie zbierając szczątkowe ilości paszy.

W wielu przypadkach zbiory stanowiły zaledwie kilka procent przeciętnie uzyskiwanych plonów. Jednak w obliczu suszy i deficytu pasz liczy się każda ilość dodatkowo zgromadzonej karmy.

Część rolników utrzymujących krowy na pastwiskach zrezygnowało już z wypuszczania zwierząt, które wracają z pastwiska głodne. Takie rozwiązanie wymaga jednak skarmiania większej ilości pasz w oborze, czyli wybieranie zgromadzonych na zimę zapasów.

Nie pociesza również stan plantacji kukurydzy, która przeciętnie o tej porze powinna być znacznie wyższa. Rośliny w niektórych regionach zaczęły wyrzucać już wiechę, co oznacza w zasadzie koniec wzrostu. W warunkach deficytu wody kolby będą słabo wypełnione ziarnem, co spowoduje obniżoną energetyczność paszy.

W tym sezonie, niezależnie od pogody, deficytu pasz objętościowych nie da się już nadrobić. Bazę paszową będzie trzeba uzupełniać o pasze pochodzące z innych źródeł. Mogą to być międzyplony zbierane na kiszonkę, pasze stanowiące odpad z przemysłu rolno – spożywczego, jak np. młóto browarniane, czy też dobrej jakości słoma.

Cena tej ostatniej zaczęła w ostatnim czasie wzrastać, równocześnie ze wzrostem zainteresowania tym towarem. Podsumowując można powiedzieć, że obecnie drożeje wszystko to, co może trafić do krowiego pyska.