Jak wynika z danych Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka za 2012 rok problemy z nogami i racicami są powodem 16 proc. brakowań krów. Dotyczy to jedynie krów objętych oceną użytkowości, czyli nieco ponad 25 proc. polskiego pogłowia krów.
 
Badania wykazały, że procentowo najwięcej kulawizn pojawia się w drugim i trzecim miesiącu laktacji, czyli w okresie kiedy produkcja mleka jest zdecydowanie najwyższa. W tych samych badaniach skonstruowano dwie krzywe laktacji (pierwsza krów kulejących, druga zdrowych).

Paradoksalnie krzywa laktacji krów mających problemy z racicami była wyższa niż tych nie zdrowych – nie mających problemów z aparatem ruchu. Wnioskować można zatem, że krowy o wyższej wydajności mlecznej są bardziej podatne na schorzenia racic.

W praktyce schorzenia racic nie stanowią jedynego problemu jeśli już występują w stadzie. Powiązane z nimi są również inne jednostki chorobowe, ze względu na towarzyszący chorej racicy ból. Krowa kulejąca niechętnie się porusza, a więc i nie pobiera odpowiedniej ilości paszy, jak nie pobiera paszy to nie ma energii, jak nie ma energii to pojawiają się problemy z rozrodem, krowa produkuje ilości mleka na jaką pozwala potencjał genetyczny, pojawiają się choroby metaboliczne i na końcu tego łańcucha krowa jest brakowana ze stada.

W aspekcie ekonomicznym, skutki chorób racic są nieporównywalnie większe niż tylko ich leczenie. Bezsprzecznie wyższe straty ponoszone są na obniżoną wydajność mleczną, utratę mleka niekwalifikującego się do sprzedaży po kuracji antybiotykowej, obniżoną efektywność rozrodu krów, podwyższony poziom przymusowego brakowania, koszty weterynaryjne.

W późniejszych okresach może się okazać, że krowy z występującymi we wcześniejszym okresie chorobami racic, poddawane są również terapii na mastitis, zaburzenia płodności czy wiele innych schorzeń – w tym metabolicznych.