Gruźlica bydła to choroba spowodowana zakażeniem prątkami z grupy Mycobacterium bovis.  Naturalnymi nosicielami jest bydło domowe, bizony i żubry, borsuki jednak podatne na zakażenie są wszystkie ssaki, w tym także wielbłądowate. Zakażenie gruźlicą następuje głównie przez drogi oddechowe.                              

- Nawyk wypluwania mieszaniny treści żołądkowej i śliny przez alpaki to doskonała okazja do zarażenia. Niebezpieczny może być jednak już sam kontakt bezpośredni w obrębie stada. Choroba roznosi się także przez sprzęt, karmę czy błoto – mówi Joanna Najbar, właścicielka hodowli Coniraya i dodaje, że stwierdzenie gruźlicy w stadzie to prawdziwa tragedia. Zagrożone są wówczas wszystkie zwierzęta.

Groźna także dla ludzi

Joanna Najbar podkreśla jednak, że zagrożenie dla alpak to nie najgorsza konsekwencja gruźlicy.

– Pamiętajmy, że gruźlica może być przenoszona także na ludzi. Najczęstszym źródłem zakażenia jest wdychanie bakterii zawartych w wydzielinach z dróg oddechowych zakażonych zwierząt. Przyczyną może być także nieopatrzone skaleczenie i otarcie – wyjaśnia hodowczyni alpak.

O tym, jak łatwo się zarazić przekonała się Dianne Summers, hodowca z Kornwalii. Była pierwszą osobą w Wielkiej Brytanii zakażoną gruźlicą bydła przez alpaki i jak sama podkreśla, to koszmarna, wyniszczająca choroba. Do tej pory Dianne nie może prowadzić pojazdów, a zwykłe czynności ją całkowicie wyczerpują. Pani Summers jest również pełna obaw, że bez konkretnych kroków choroba przeniesienie jeszcze bardziej, stwarzając zagrożenie dla ludności, weterynarzy i innych zwierząt

Ryzyko można zmniejszyć

Zmniejszenie ryzyka jest trudne, ale możliwe. Właścicielka gospodarstwa Coniraya zaznacza, że podstawową zasadą jest izolowanie zwierząt, które przybyły do gospodarstwa lub wróciły z wystawy czy rozrodu. Dopuszczenie ich do kontaktu ze stadem po odbyciu kwarantanny powinno być uzależnione od pozytywnego wyniku badań, ale zawsze obarczone jest ryzykiem.  Przejazdy w niebezpieczne miejsca powinny być ograniczane do minimum.

Jak podkreśla Joanna Najbar, pomimo dostępu do informacji, świadomość o zagrożeniu gruźlicą z Wielkiej Brytanii wśród hodowców alpak jest wciąż niewielka. Lekceważenie tego tematu może być zaś niezwykle groźne dla zwierząt, ludzi, a także dla całej Polski, jako eksportera bydła. Ze względu na brak obowiązujących przepisów, ryzyko należy ograniczać na własną rękę. W oczekiwaniu na reakcję ustawodawcy, warto wykonywać badania i zachować wszelkie środki ostrożności. Tylko w ten sposób można uchronić się przed tą śmiertelną chorobą. Zdecydowanie nie zaleca się kupowania zwierząt z rejonów z dużym ryzykiem gruźlicy.