Coraz więcej rolników decyduje się na opas bydła, jako sposób na zarobienie pieniędzy w ramach własnego gospodarstwa. Zachęca ich do tego stosunkowo wysoka cena w skupie, która nie odnotowuje zbyt dużych wahań.

Jak w każdej gałęzi produkcji zwierzęcej najważniejsza nie jest jednostkowa cena osiągana za dobra wytworzone w gospodarstwie, ale realny zysk. To właśnie różnica pomiędzy kosztami, a przychodami mówi nam czy nasza działalność jest rentowna.

1000 zł na opasie

Jak twierdzi jeden z producentów opasów, osiągane w jego gospodarstwie zyski są na poziomie 1000 zł za jedno sprzedane zwierzę. Jest to wypadkowa niskich kosztów amortyzacji budynków, które jednocześnie są zbudowane i wyposażone w taki sposób, że koszty obsługi pracy przy zwierzętach są niskie. Również koszty związane z żywieniem opasów są niskie, ponieważ rolnik bazuje na paszach wytworzonych w ramach własnego gospodarstwa. W osiągnięciu zysku na tym poziomie pomogło również zdobycie certyfikatu jakości, dzięki któremu cena uzyskiwana za 1 kg poubojowej masy tuszy jest o 1 zł wyższy niż standardowa cena rynkowa.

Jak mówi rolnik, nie opłaca się oszczędzać na cielętach, które kupujemy do opasu. Kupowanie tańszych zwierząt, czystorasowych mlecznych to zły sposób cięcia kosztów. Najlepiej decydować się na cielęta krzyżówkowe oraz czystorasowe mięsne, ponieważ potrafią lepiej wykorzystywać paszę, szybciej przyrastają oraz osiągają wyższe noty w wycenie poubojowej EUROP, która bezpośrednio wpływa na cenę.

Wszystko zależy od kosztów

Jak w każdej działalności, w produkcji żywca wołowego również można popełnić wiele błędów, z powodu których produkcja opasów nie będzie przynosiła zysków, a wręcz generowała straty.

Zaliczyć do tego można wysokie koszty żywienia, spowodowane bazowaniem w dużym stopniu na paszach z zakupu. W obecnej sytuacji, gdy ceny pasz objętościowych są wywindowane z powodu suszy oraz dużego zapotrzebowania ze strony gospodarstw produkujących mleko, opas w oparciu o sianokiszonki pochodzące z zakupu mija się z celem.