Trudna sytuacja na rynku mleka, która na szczęście ulega poprawie, nie tworzy dobrego klimatu dla nowych inwestycji. Niska cena skupu mleka surowego skłania rolników raczej do wprowadzania oszczędności niż myślenia o rozbudowie gospodarstwa. Z drugiej strony stara zasada biznesu mówi, że najlepiej inwestuje się w czasie kryzysu. Takie działanie pozwala bowiem jeszcze szerzej rozwinąć skrzydła i zwiększyć zyski po ustąpieniu dołka.

Budowa nowej obory dla bydła mlecznego to poważna inwestycja. Ceny w przeliczeniu na 1 DJP mieszczą się zwykle w granicach 15-30 tys. zł, co przy dużych obiektach daje nam nawet kilka mln złotych. Bardzo duże obciążenie związane z spłatą kredytu na inwestycje powoduje, że jakiekolwiek błędy przy tworzeniu biznesplanu mogą być katastrofalne dla finansów gospodarstwa. Ostatni kryzys na rynku mleka pokazał, że przeinwestowanie, związane zwykle z błędnym (zbyt optymistycznym) założeniem ceny uzyskiwanej za mleko, może doprowadzić do bankructwa. Z przykrością wysłuchujemy historii rolników zajmujących się produkcją mleka, którzy z powodu niskiej ceny płaconej za mleko w skupach popadli w poważne problemy finansowe.

INWESTYCJE SĄ DŁUGOFALOWE

Kryzys na rynku mleka nie przez wszystkich był postrzegany jako czas, kiedy trzeba "zacisnąć pasa" i oszczędzać każdą złotówkę. Wśród producentów białego surowca znalazła się niemała rzesza rolników gotowych na inwestowanie i powiększanie swoich stad. Widać to najlepiej po ilości nowych budynków dla bydła mlecznego, które powstały w naszym kraju.

- Niska cena płacona rolnikom za mleko w skupach powoduje, że trudno patrzeć z optymizmem w przyszłość. Jednak okresy recesji i koniunktury przeplatają się od zawsze. W przypadku produkcji zarówno mleka, jak i innych produktów nie można patrzeć na krótki okres, lecz na całe lata, ponieważ inwestycja w nową oborę musi być rozpatrywana w kontekście co najmniej 20-30 lat - mówi rolnik, który zdecydował się na budowę nowej obory.