PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Jak przetrwać dekoniunkturę na rynku mleka?

Jak przetrwać dekoniunkturę na rynku mleka? Podczas całego okresu użytkowania, który przeciętnie trwa 3,1 roku, uzyskujemy od mlecznicy średnio 22 tys. kg surowca. Jak na razie nasz kraj może poszczycić się niewielką liczbą krów, których życiowa wydajność przekroczyła 100 tys. kg

Autor: Łukasz Głuchowski

Dodano: 07-08-2016 07:53

Tagi:

Kryzys na rynku mleka, który przejawia się w niskiej cenie wypłacanej za surowiec w skupach, coraz bardziej się pogłębia. Producenci, którzy chcą nadal "wychodzić na swoje", muszą szukać coraz to nowych rozwiązań zapewniających zysk.



Na temat sposobów radzenia sobie z ciężką sytuacją w branży mlecznej mówiono na konferencji w Pawłowicach, zorganizowanej przez tamtejszy Zakład Doświadczalny należący do Instytutu Zootechniki. Na podstawie wykładów wygłoszonych przez prelegentów specjalizujących się w różnych aspektach produkcji zwierzęcej można dojść do wniosku, że najlepszym sposobem przeciwdziałania kryzysowi na poziomie gospodarstwa jest obniżanie kosztów wytwarzania mleka. Referenci prezentowali możliwości zmniejszania nakładów związanych z żywieniem, leczeniem mastitis oraz ogólnie pojętą produkcją mleka.

Poprawa wyników rozrodu

Pierwszym z prelegentów był dr Zbigniew Lach, żywieniowiec z OHZ Osięciny. Wykład dotyczył wpływu rozrodu na opłacalność produkcji mleka. Zdaniem dra Lacha problemem w polskich gospodarstwach produkujących mleko jest niska wydajność życiowa krów.

Podczas całego okresu użytkowania, który przeciętnie trwa 3,1 roku, uzyskujemy od mlecznicy średnio 22 tys. kg surowca. Jak na razie nasz kraj może poszczycić się niewielką liczbą krów, których życiowa wydajność przekroczyła 100 tys. kg. Takich zwierząt w Polsce jest jedynie 561, co stanowi mizerny wynik w porównaniu z Holandią, która ma aż 30 tys. 100-tysięcznic.

Według eksperta powodem problemów w zakresie ekonomii, reprodukcji i dobrostanu jest złe ustawienie hierarchii zdarzeń w fermie.

- Koniunktura jest kiepska bez dwóch zdań, ale powiedzenie sobie, że cokolwiek robię, ma być tanio, na drugim miejscu postawienie ilości mleka, na trzecim rozrodu, a zdrowia, jeśli w ogóle, na czwartym miejscu, wydaje mi się cokolwiek błędne. W OHZ Osięciny przede wszystkim liczy się zdrowie. Na drugim miejscu jest rozród. Na kolejnych wydajność mleczna i ekonomia - mówi Zbigniew Lach.

Zdaniem żywieniowca z OHZ Osięciny zbyt małą wagę przykładamy również do ekonomicznego znaczenia wyników rozrodu. Bierze się to m.in. z ograniczeń popularnie stosowanych wskaźników opisujących rozród. Parametry rozrodu, które są powszechnie stosowane (indeks inseminacyjny, liczba kryć na ciążę, długość okresu międzywycieleniowego i międzyciążowego oraz liczba krów cielnych w stadzie), nie opisują w sposób kompletny wyników rozrodu. O ich nietrafności świadczy choćby przykład przytoczony przez dra Lacha.

- Który hodowca jest lepszy: A - taki, który potrzebuje trzy słomki na 1 ciążę, czy B - który potrzebuje dwóch. Sprawa wydaje się jasna, póki nie otrzymamy dodatkowych informacji.

Hodowca A uzyskuje ciąże u swoich krów w 130. dniu laktacji, natomiast B w 200. dniu.

Co jest ważniejsze: ilość słomek zużytych na jedną ciążę czy dzień laktacji, w którym krowa stała się cielna? Zdecydowanie ważniejszy jest dzień laktacji - czas. To on ma wpływ na ekonomię produkcji - mówi żywieniowiec z Osięcin.

Parametrem, który określa ilość zużytego nasienia oraz czasu, w którym krowa zachodzi w ciążę, jest Pregnancy Rate (PR) - wskaźnik cielności. Jest on wynikiem mnożenia dwóch czynników: HDR oraz CR. HDR to wskaźnik wykrywania rui oznaczający, jaki odsetek krów przeznaczonych w stadzie do rozrodu został zainseminowany na podstawie zauważonych objawów rujowych. CR jest to indeks inseminacyjny, czyli odsetek zabiegów sztucznego unasieniania zakończonych ciążą. Jak mówi dr Lach, celem dla fermy jest utrzymanie wskaźnika PR na poziomie nie mniejszym niż 25 proc.

Termin inseminacji

- Czy inseminować krowę, która produkuje dzisiaj 50 kg mleka? Niestety, ciągle jeszcze słyszę, że nie, ponieważ ona jest tak silnie obciążona produkcją, tak "chora na produkcję", że nie ma szans na zajście w ciążę. Zawsze proponuję inny sposób myślenia: jak zdrowa i silna metabolicznie musi być krowa, żeby produkowała 50 kg mleka? Aby w wymieniu krowy powstał kg mleka, przez wymię musi przepłynąć 400-500 l krwi, co oznacza, że u mlecznicy dającej 50 kg musi co godzinę przepłynąć przez gruczoł mlekowy 1000 l krwi. Jak silne musi być to zwierzę? Dlaczego nie inseminować tak silnego zwierzęcia? - pyta dr Lach.

Kolejna wątpliwość odnośnie rozrodu dotyczy terminu inseminacji wysokowydajnych krów. Pytanie brzmi: czy zacielać krowę już w 60. dniu laktacji? Gdybyśmy spojrzeli w artykuły sprzed 5-10 lat, to znajdziemy informację, że krycie krów do 50.-60. dnia nie ma sensu.

Zalecenia mówiły o tym, aby inseminować mlecznice w 90.-110. dniu laktacji, bo krowa jest wtedy mniej obciążona. Dziś wiemy, że to był błąd.

- Okazuje się, że komórki jajowe pochodzące z owulacji w 60.-70. dniu są dużo lepsze niż te z 100.-110. dnia. Dzieje się tak, ponieważ komórka jajowa od indukcji do owulacji potrzebuje 70-80 dni. Skoro owuluje w 60.-70.

dniu, to indukcja miała miejsce jeszcze przed porodem, w czasie kiedy krowa znajdowała się w sytuacji komfortu energetycznego. Komórki jajowe, które rozpoczęły rozwój w czasie komfortu energetycznego, mają dużo lepszą jakość niż te, które zaczęły w 10.-15. dniu po porodzie - mówi Zbigniew Lach.

W przykładzie pokazanym przez dra Lacha na pierwszy rzut oka wydaje się, że skrócenie laktacji o miesiąc powoduje straty z tytułu niewydojenia mleka w ostatniej fazie laktacji, ale czy naprawdę tracimy?

- Załóżmy, że porównujemy dwie sytuacje.

W obu krowy są użytkowane przez 3,5 roku oraz mają taką samą krzywą laktacji. W pierwszym przypadku okres międzywycieleniowy wynosi 420 dni, natomiast w drugim 390 dni.

Z tego tytułu pierwsza krowa daje 12,5 tys. kg mleka w ciągu laktacji, natomiast druga 11,8 tys. kg (jest dojona o miesiąc krócej). Na pierwszy rzut oka zysk z drugiej z mlecznic jest mniejszy o 700 kg mleka. Musimy jednak przyjrzeć się wydajności życiowej obu zwierząt.

Pierwsza krowa w ciągu 3,5 roku będzie miała 3,04 laktacji, tj. 3 pełne (420 dni) oraz ok. 20 dni czwartej. Druga krowa natomiast w tym samym przedziale czasu skończy 3,28 laktacje, czyli będzie dojona przez 3 (390 dni) laktacje oraz ok. 110 dni czwartej - zauważa żywieniowiec z Osięcin. Według obliczeń dra Lacha druga z krów powinna mieć życiową wydajność wyższą od pierwszej mlecznicy o 2-2,5 tys. kg.

- Pamiętajmy, że 50 proc. zysku krowa daje w pierwszych 100 dniach laktacji, zatem powinno nam zależeć, aby krowa jak najwięcej miała pierwszych "setek". Z punktu widzenia opłacalności nie powinno nam zależeć na wydajności laktacyjnej, lecz życiowej - przypomina Zbigniew Lach.

Zmniejszenie kosztów żywienia

Drugim prelegentem był dr Iwan Eisner z firmy Kemin, który przedstawił w swoim wykładzie jeden ze sposobów reformulacji dawki pokarmowej z wykorzystaniem aminokwasów chronionych jako metody obniżania kosztów produkcji mleka. Jak mówi prelegent, w żywieniu krów istotne nie jest, ile BO (białka ogólnego) zawiera dawka, ale jaki profil aminokwasowy ma białko.

- Dlaczego aminokwasy są tak ważne? Oceniając wartość dawki, zwykle analizujemy ją pod kątem zawartości białka ogólnego. Ten wskaźnik opiera się na ilości azotu w paszy.

Związki azotowe są drogie, przez co chcemy, aby jak najlepiej były wykorzystywane przez zwierzęta. A jak to wygląda w praktyce? Jeśli założymy, że krowa zjada 22 kg s.m. dawki o zawartości 16 proc. BO, to tym samym pobiera 3520 g białka. Produkując 30 kg mleka o zawartości 3,3 proc. białka, otrzymujemy 990 g peptydów wykorzystanych na syntezę.

Jest to efektywność poniżej 30 proc. Natomiast ponad 60 proc. pobranych przez krowę związków azotowych jest wydalanych wraz z moczem i kałem. Mniej niż 6 proc. zostaje wbudowane w tkanki ciała krowy. Płacimy więc dużo za azot, który w ponad połowie zostaje po prostu wydalony przez zwierzę - mówi Iwan Eisner.

W przypadku dawki pokarmowej dla bydła zwykle mamy do czynienia z niedoborem lizyny i metioniny. Te dwa aminokwasy występują na zbyt niskim poziomie zarówno w poekstrakcyjnych śrutach: sojowej i rzepakowej, jak i DD GS.

- Nie mamy możliwości zbilansowania aminokwasów w dawce, opierając się na tradycyjnych komponentach. Dzieje się tak, ponieważ żaden z popularnych komponentów białkowych nie zawiera wystarczającej ilości metioniny, a większość również lizyny. Optymalny stosunek lizyny do metioniny w dawce dla krów mlecznych powinien wynosić 3,1 do 1.

Niestety, popularne dawki pokarmowe oparte na kiszonkach z kukurydzy oraz traw zawierające jako komponenty białkowe w swoim składzie zarówno śrutę rzepakową, jak i sojową nie zapewniają optymalnego stosunku aminokwasów - mówi ekspert z firmy Kemin.

Ważne jest, aby niedobory metioniny i lizyny były pokrywane aminokwasami chronionymi przed rozkładem w żwaczu. Podawane przez dra Eisnera zalecenia co do poziomu aminokwasów odnoszą się do ich formy trawionej w jelicie. Jeśli aminokwasy zostają rozłożone w żwaczu, otrzymujemy białko mikroorganiczne, a głównym założeniem w suplementacji aminokwasów jest dostarczenie ich bezpośrednio organizmowi krowy. W obecnej sytuacji szukamy rozwiązań pozwalających na zmniejszenie kosztów żywienia, przy jednoczesnym utrzymaniu produkcyjności. Zdaniem prelegenta z firmy Kemin reformulacja dawki z zastosowaniem aminokwasów chronionych pozwala osiągnąć takie założenia.

- To, co chcielibyśmy Państwu przedstawić, to możliwość bardziej efektywnego wykorzystania białka w żywieniu, a mówiąc kolokwialnie: odcięcie nadmiaru, którego zwierzę nie jest w stanie wykorzystać, i lepsze spożytkowanie pozostałego białka - mówił dr Iwan Eisner.

Na reformulację dawki zdecydowało się m.in. jedno z polskich gospodarstw. Jest to rodzinna ferma utrzymująca 70 krów, o wydajności 10 600 kg mleka, którego parametry to: 4 proc. tłuszczu oraz 3,5 białka. Zwierzęta są żywione w systemie PMR, paszę treściwą w ilości do 7 kg/krowę/dzień otrzymują w zależności od wydajności, w stacji paszowej. Reformulacja polega na zmniejszeniu zawartości białka w paszy treściwej o 3 proc. (z 22 do 19 proc.).

- W trakcie stosowania paszy stwierdziliśmy, że poziom białka oraz tłuszczu wzrosły.

Założeniem reformulacji było zmniejszenie kosztów paszy, co udało się osiągnąć na poziomie 43 zł/t. Zysk, jaki osiągnięto dzięki zmianie dawki, wyniósł ok. 4 zł/krowę/dzień.

Stało się to głównie dzięki znacznemu wzrostowi ilości wyprodukowanego mleka - mówi ekspert z Firmy Kemin.

Straty z powodu mastitis

Lekarz weterynarii Paweł Rzeczkowski reprezentujący firmę Hipra Polska zachęcał do inwestowania w profilaktykę mastitis, zaznaczając, że jest to znacznie tańsze wyjście niż późniejsze łagodzenie skutków wystąpienia choroby. Prelegent wskazywał, że większość zapaleń wymienia jest pochodzenia bakteryjnego.

Mogą występować również zapalenia wywołane czynnikami fizycznymi bądź chemicznymi, ale stanowią one rzadkość. Bakterie wywołujące mastitis możemy podzielić na bakterie zakaźne oraz środowiskowe. Do bakterii zakaźnych zaliczane są m.in.: gronkowiec złocisty, paciorkowiec bezmleczności i Mycoplasma bovis. Jeśli chodzi o bakterie środowiskowe, to wiążą się one z tym, w jakich warunkach krowy bytują. Najgroźniejsze z nic to: E. Coli, gronkowce koagulazoujemne oraz paciorkowiec wymienia. W wyniku zapalenia krowa produkuje mleko zmienione pod kątem składu. Jest to surowiec gorszej jakości, a co najważniejsze - w wyniku mastitis wydajność jest zmniejszona (nawet o 700 kg na laktację). Straty z tytułu zapaleń obejmują również dodatkową pracę, jaką przeznaczamy na postępowanie z chorymi zwierzętami, koszty weterynaryjne oraz brakowanie zwierząt, których nie udaje się skutecznie wyleczyć. Ocenia się, że każdy przypadek kliniczny, który wystąpił w stadzie, to koszt 1-1,2 tys. zł. Podkliniczne przypadki mastitis, z racji problemu w ich identyfikacji, trwają zwykle dłużej. Ta forma zapalenia również powoduje straty, które specjaliści szacują na ok. 400 zł na każdy przypadek w stadzie. Wynika to głównie z obniżonej produkcyjności chorych zwierząt. Kliniczne formy mastitis nazywane są wierzchołkiem góry lodowej, ponieważ są tym, co hodowca jest w stanie zauważyć. Natomiast największa część tej góry (zapalenia podkliniczne) znajduje się "pod wodą", czyli poza zasięgiem naszego wzroku. Ocenia się, że na każdy 1 przypadek zapalenia klinicznego może przypadać 9 kolejnych podklinicznych. O tym, jak duże mogą być straty ponoszone z tytułu mastitis, Paweł Rzeczkowski przekonywał, podpierając się wynikami wyliczeń opracowanymi dla jednego z gospodarstw zmagającego się z częstymi zapaleniami.

- W przypadku konkretnego gospodarstwa, w którym zmierzono te parametry, wynik był zatrważający. Opisywane gospodarstwo rodzinne utrzymujące 70 krów zmagało się z 7 przypadkami klinicznego mastitis na miesiąc. Koszt leczenia związany z podaniem farmaceutyków wyliczono na ok. 400 zł. W czasie prowadzenia wyliczeń producent otrzymywał za mleko 1,17 zł/kg. Z racji tego, że średnia karencja na mleko w czasie leczenia wyniosła 7 dni, to przy wydajności dziennej 30 kg, całkowite mleko karencyjne to 1470 kg miesięcznie. Mnożąc to przez ówczesną cenę mleka, otrzymujemy 1720 zł straty z tytułu niesprzedania mleka karencyjnego. Do tego dochodzą koszty leczenia wynoszące dla całego stada 2,8 tys. zł. Łącznie jest to 4520 zł miesięcznie, a rocznie aż 54 240 zł straty z tytułu klinicznego mastitis.

Profilaktyka mastitis

Aby kontrolować liczbę podklinicznych oraz klinicznych przypadków mastitis w stadzie, należy pamiętać o: dbaniu o warunki utrzymania zwierząt, higienie udoju oraz potrzebie podnoszenia odporności poprzez szczepienia. Wzmacnianie systemu immunologicznego krów można prowadzić poprzez szczepienia oraz odpowiednie żywienie mineralno- witaminowe. Decydując się na podjęcie działań profilaktycznych, należy pamiętać, że za mastitis w stadzie odpowiada zwykle więcej niż jeden patogen. Z wyników badań prowadzonych na całym świecie wynika, że najczęstszymi przyczynami zapaleń wymienia są: gronkowiec złocisty, E. coli, paciorkowiec wymienia oraz gronkowce koagulazoujemne.

Zwalczanie mastitis w stadzie powinno polegać na ograniczaniu transmisji patogenów pomiędzy zwierzętami oraz ograniczeniu czasu każdego z zakażeń. Możemy to osiągnąć poprzez m.in. szybkie leczenie zwierząt chorych, zasuszanie bądź brakowanie trudnych do wyleczenia przypadków, a także prowadzenie szczepień, które zwiększają siłę odpowiedzi immunologicznej organizmu, skracając tym samym czas choroby.

Wyniki badań wykonanych na stadach, w których prowadzone były szczepienia przeciwko mastitis, wykazały: ograniczenie rozprzestrzeniania się patogenów pomiędzy zwierzętami, mniej przypadków nadostrych, zwiększoną wydajność mleczną oraz poprawę składu surowca.

- W gospodarstwach, w których testowano działanie szczepionek, zauważono wzrost wydajności mlecznej w ciągu pierwszych 120 dni, średnio o 231 kg. Wskaźnik z wrotu inwestycji poniesionej na szczepienia wyniósł 2,6, czyli za każdą złotówkę zainwestowaną w tę formę profilaktyki producenci uzyskali 2,6 zł -mówił lek. wet. Paweł Rzeczkowski.

Podsumowanie

Ostatni, podsumowujący wykład wygłosił dr Marian Kamyczek reprezentujący gospodarzy konferencji, czyli IZ PIB ZD Pawłowice.

Prelegent podszedł do tematu obniżania kosztów w sposób ogólny. Jako główne aspekty wpływające na koszty produkcji mleka dr Kamyczek wymienił m.in. wydajność mleczną, skalę produkcji wynikającą z liczby krów w stadzie, system utrzymania oraz posiadaną przez gospodarstwo własną bazę paszową.

- Głównymi czynnikami wpływającymi na wysokość kosztów jednostkowych są wielkość stada oraz wydajność mleczna krów. Wzrost wydajności mlecznej prowadzi do większego rozłożenia kosztów stałych na wolumen produkcji, przez co koszty całkowite maleją - podsumował dr Marian Kamyczek. Prelegent zaznaczył, że prawdziwe oszczędności polegają na redukcji nakładów przy jednoczesnym utrzymaniu wyników produkcji.

 

Artykuł ukazał się na łamach czerwcowego wydania miesięcznika "Farmer".

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (6)

  • Hans 2016-08-11 11:01:32
    Spokojnie.lewar to próbek i Niemca wiec nie zwracajmy uwagi na jego wpisy
    Często pisze bzdury bo go Hans łopata po łbie za mocno tłucze. Pozdro 300.
  • kzo 2016-08-09 10:25:48
    Lewar doj sobie i po 60 litrów jesli ci sie opłaca. Sądząc po tonie komentarza masz pewnie koło 20stki. Życie jeszcze cię nauczy :)
  • Lewar 2016-08-08 11:54:37
    kzo a czemu już nie dodajesz?? i pytanie nr dwa ciebie beuksela wkreśliła z lity beneficjentów (dopłaty do ha prowy srowy rowy) ??jak będziesz miał 40 litrów od krowy to na forum zabierz głos pozro 300 }:) kanikuły
  • rolnik 2016-08-07 19:59:16
    niech dr. Lach pochwali sie jakie jest brakowanie krów w OHZ OSIĘCINY hodowla krów jest drogim biznesem i niema mowy o oszczędnościach czym większa wydajność tym mniejsza zdrowotność opłacalność przedewszystkim zależy od ceny mleka
  • kzo 2016-08-07 14:15:43
    Mocznik to akurat jeszcze nie koniec świata. Sam dodawałem to paszowozu nawozowy i bylo świetnie. Sęk w tym że Osięciny nie musza stawiać na bilans ekonomiczny bo zapewne są dotowani. Proponuje się powymądrzać gdy z pieniędzy za mleko nie starcza nawet na raty za sprzęt. Co tu dopiero pieścić zwierzaki i wydawać kasę na stymulację rozrodu. Chętnie bym posłuchał jak się dorobić na krowach bo mój ojciec ani teraz ja jakoś nie możemy mimo zr hodowla jest spora. Wydajność była wysoka ale w żaden sposób nie przekłada się to na wyniki finansowe. Teraz odpuściłem. Ludzie najważniejsze to nie doić dużo, najważniejsze to doić TANIO. Wpuścili nas w maliny z hf ami i tak teraz wyglądamy. Siejąc i zbierając kukurydzę na mleko nie da się zarabiać. A weź tu wyzyw hf bez kuki :(
  • kokoloko 2016-08-07 11:13:29
    Panie eisner spytaj ludzi z wipaszu albo samo jak drogi jest azot walą mocznik i gitara pelet ma 18 % BO z czego 20 % to nawóz
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.167.216.239
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!