Postęp oczywiście jest. Mleczarni jest coraz mniej i są coraz bardziej wydajne. Wystarczy powiedzieć, że w momencie wejścia do Unii Europejskiej było ich 300, a teraz jest około 230. Ale tempo koncentracji jest wciąż za małe - twierdzą eksperci. Wartość sprzedaży naszych największych przetwórców jest mniej więcej 20-krotnie niższa niż największej firmy mleczarskiej w Europie jaką jest Arla. - Dlatego nasza pozycja rynkowa choćby w stosunku do coraz szybciej koncentrującego się handlu jest bardzo słaba – tłumaczy Jadwiga Seremak-Bulge z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa.

A dlaczego nasze mleczarnie tak niechętnie się łączą. Pierwsze problemy są natury prawnej. - Ustawa prawo spółdzielcze nie zachęca do fuzji – przekonuje Waldemar Broś z Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. Ale jest też aspekt ekonomiczny. Przejęcie spółdzielni to ogromny koszt. - Fuzje są po prostu dla bogatych firm, a my dopiero wychodzimy z dwu letniego kryzysu– dodaje Waldemar Broś.

Ale Tadeusz Nadrowski dodaje jeszcze jedną, nie mniej ważną przeszkodę: to są sprawy ambicjonalne, na przykład kto będzie prezesem w nowym podmiocie.

Mleczarze skarżą się także, że nie ma czynników wspierających koncentracje z zewnątrz. A ministerstwo rolnictwa tłumaczy, że już niedługo będzie. Chodzi tu przede wszystkim o unijne dotacje przy tworzeniu regionalnych centrów dystrybucji artykułów mleczarskich. Po to, aby takie centra były poważniejszym partnerem dla sieci handlowych w Polsce. - Taki podmiot będzie mógł uzyskać dofinansowanie na poziomie do 50 milionów złotych - obiecuje wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk.

Ale to tylko dofinansowanie. Aby je uzyskać, trzeba najpierw znaleźć 5 podmiotów, które wyłożą po 10 milionów złotych. Aby takie inwestycje były możliwe, potrzeba jest jeszcze zgoda Komisji Europejskiej na zmiany w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!