Spożycie wołowiny w latach 80 wynosiło 16 kg na osobę rocznie, a od tamtego czasu gwałtownie zmalało. Obecnie wynosi zaledwie 3 kg. Jak tłumaczy prof. Grodzki w tamtych latach mięso wołowe było łatwiej dostępne i tańsze niż wieprzowina, czy mięso drobiowe. Obecnie przyczyną niskiej konsumpcji wołowiny jest wysoka cena, brak tradycji spożycia tego rodzaju mięsa, zmienność jego jakości oraz mała wiedza konsumentów odnośnie walorów zdrowotnych i właściwości odżywczych.

– Panuje powszechne przekonanie, że dobra wołowina pochodzi tylko od bydła ras mięsnych. Oczywiście rasy mięsne dostarczają niewątpliwe lepszego surowca niż mleczne, ale to nie znaczy że od ras mlecznych wołowina jest zła. Bardzo dobrą przydatność do opasu i produkcji doskonałej jakości wołowiny wykazują mieszańce pochodzące od krów mlecznych zacielonych buhajami ras mięsnych – tłumaczy prof. Grodzki. – Niestety cielęta i opasy są wysyłane na eksport – dodaje.

Jak wyjaśnia prof. Grodzki mała populacja ras mięsnych w Polsce powoduje, że wołowina najlepszej jakości w minimalnym stopniu trafia na nasze stoły. Z kolei niski popyt sprawia, że opłacalność produkcji dla hodowców jest bardzo mała, dlatego konieczna jest przemyślana akcja reklamowa i promocyjna.

– W wybranych centrach handlowych, sklepach formowych zakładów mięsnych powinny być wydzielone dobrze widoczne stosika z wołowina kulinarną, do poszczególnych wyrębów należałoby dołożyć przepis kulinarny. Na zachodzie Europy jest to robione od dawna. Tym działaniom musi towarzyszyć bardzo dobra jakość produkowanej wołowiny pochodzącej od młodych opasów – mówi profesor Grodzki. Podobał się artykuł? Podziel się!