W komentarzu dla „Farmera”, który był zamieszczony w poprzednim – 6. numerze, zapowiadałem, że nasze zrzeszenie jeszcze w tym półroczu przedstawi Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi program restrukturyzacji sektora wołowiny. Udało nam się taki program już opracować i minister otrzymał go w połowie marca. Przewidujemy w nim, że Polska będzie w roku 2013 jednym z europejskich liderów w rentownej produkcji wołowiny.

Po co przygotowaliśmy taki raport? Jeżeli chcemy uczynić z chowu bydła mięsnego dochodową specjalizację naszego rolnictwa, musimy mieć strategię jego rozwoju. Tylko to bowiem może przekonać Komisję Europejską do wyrażenia zgody na dopłacanie w Polsce do krów mamek i uruchomienie wsparcia ze środków krajowych. Działania w naszym sektorze wołowiny powinny być uruchomione w ramach nowych unijnych programów, przygotowywanych na lata 2007-2013. Wówczas bowiem liczba gospodarstw zajmujących się produkcją mleka zmniejszy się prawdopodobnie dwukrotnie: z obecnych 300 tys. do 150 tys. W regionach, które już wyspecjalizowały się w tej produkcji, liczba gospodarstw wypadających nie przekroczy 20 proc. Najwięcej, bo prawie 60 proc. takich gospodarstw, będzie w Polsce południowej: w Małopolsce, Świętokrzyskiem, na Podkarpaciu i Śląsku. Punktem zwrotnym będzie przełom lat 2006/2007, kiedy wielu dostawców mleka, mających po kilka krów, nie będzie mogło spełnić wymagań sanitarno-weterynaryjnych. Mimo że w tych gospodarstwach przychody ze sprzedaży mleka nie stanowiły podstawy utrzymania właścicieli, nastąpi ogólne ich zubożenie.

Dla tych gospodarstw rozwijanie chowu bydła mięsnego może być nie tylko szansą na przetrwanie, ale i na szybki rozwój. Trzeba je jednak w pierwszych latach wspomóc finansowo, poprzez dobrze przemyślane programy pomocowe. Zakładamy, że będą to: dopłaty do krów mamek, wsparcie z budżetu krajowego, unijne programy w ramach rozwoju obszarów wiejskich.

Rynek wołowiny ma ogromną przyszłość zarówno w Polsce, jak i Unii Europejskiej. W naszym kraju, w ciągu ostatnich 10 lat pogłowie bydła cały czas spadało, ponieważ wybuch choroby BSE spowodował spadek spożycia wołowiny. Ale uprzedzenie do tego gatunku mięsa zaczyna powoli mijać. Stopniowo poprawia się także jakość krajowej wołowiny. Wszystko to powoduje, że zauważa się stopniowy wzrost jej spożycia w kraju. A możliwości wykorzystania wołowiny na rynku krajowym są bardzo duże. Wystarczy przypomnieć, że przeciętny Polak zjadał już 13 kg wołowiny rocznie, a obecne spożycie wynosi zaledwie 4 kg.

Coraz większym rynkiem dla polskiej wołowiny może być też Unia Europejska. W roku 2004 stała się ona po raz pierwszy importerem netto wołowiny, czyli więcej jej kupiła niż sprzedała. I to się będzie pogłębiać. W roku 2004 UE musiała kupić 200 tys. ton wołowiny, aby zaspokoić apetyty swoich mieszkańców. W roku 2012 będzie to już 400 tys. ton. Dzisiaj większość tej wołowiny pochodzi z Argentyny i Brazylii, a przecież i my możemy na tym zarabiać, jeżeli zaoferujemy taką wołowinę, jaką mieszkańcy zachodniej Europy chcą jeść. Nie będzie to jednak łatwe, wymagania są bowiem bardzo duże. Dlatego nasz sektor wołowiny musi być rozwijany według dobrze przemyślanego planu, aby niczego już na początku nie zepsuć. Kurs na wołowinę w naszym kraju to duża szansa na rozwój wielu regionów wiejskich.

Źródło Farmer 07/2006