Lekkie konstrukcje obór wkraczają powoli również do naszego kraju. Ogromną ich zaletą jest przewiewność – choć ta cecha przeraża niektórych hodowców, zwłaszcza z regionów, gdzie okresowe spadki temperatur bywają trudne do przetrwania – województwa podlaskie i warmińsko-mazurskie. W opinii użytkowników takich budynków nie jest to jednak problemem

- Na najsilniejsze mrozy obora była całkowicie zamknięta – kurtyny boczne zaciągnięte maksymalnie do góry, a także zamknięta była wentylacja kalenicowa, wentylatory również zatrzymaliśmy na ten czas. Problemów to jednak nie sprawiło żadnych – tłumaczy Hodowca z Podlasia.

Nowe obory są jednak często naszpikowane elektroniką – bardzo popularnymi są bowiem uproszczenia w postaci stosowania nowoczesnych rozwiązań: doju - na czele z robotami udojowymi, kontroli mikroklimatu - automatycznie sterowanych kurtyn bocznych i wielu innych urządzeń pomagających w codziennych pracach w gospodarstwie, a będących czułymi na niekorzystne warunki klimatyczne jak np. wilgoć z powodu szczelnego zamknięcia obory.

- Nie ma czego się bać w nowych obiektach. Klimat w oborach o lekkiej konstrukcji i odpowiedniej kubaturze budynku jest dość suchy w warunkach mroźnej zimy, co nie wywołuje negatywnych skutków. Gorzej jest w starszych oborach, gdzie na murowanych ścianach skrapla się wilgoć i zamarza. W budynkach niższych – tak jak w mojej starej oborze duża różnica temperatur może być problemem lecz nie w nowych - kurtyny pokryły się szronem co sprawiło, że izolacja termiczna obory była jeszcze lepsza. Pomimo srogiego mrozu na zewnątrz w środku obory temperatura nie spadła poniżej 8 stopni Celsjusza. Wszystkie urządzenia w budynku, łącznie z robotami udojowymi funkcjonowały bez zarzutów – wyjaśnia Hodowca.