W dawnym województwie wałbrzyskim padły wszystkie mleczarnie. Niektórzy hodowcy przez kilka lat nie otrzymywali pieniędzy za mleko, więc ratując się przed biedą stopniowo sprzedawali krowy. Najwięcej hodowli zostało zlikwidowanych w przygranicznych rejonach Dolnego Śląska.

Henryk Motowilczuk, rolnik ze wsi Walim: - jeśli ktoś ma więcej krów i ma lepszy dojazd, lepsze warunki, to nim się zainteresuje duża mleczarnia. A my jesteśmy trochę na uboczu, u nas z mlekiem jest problem, szczególnie zimą.

Wielu hodowców z gór zaczęło wytwarzać sery, ale z tego powodu niektórzy stracili kwoty mleczne, ponieważ nie wykonali limitu produkcji. Drobniejsi producenci i tak nie mieliby komu sprzedawać surowca. Przed kilku laty na Dolnym Śląsku było 15 Okręgowych Spółdzielni Mleczarskich, teraz pozostały tylko cztery.

Jan Walas, prezes Dolnośląskiego Zrzeszenia Spółdzielni Mleczarskich we Wrocławiu: - ubyło nam trochę producentów mniejszych, ze względu na wprowadzenie rekompensat za rezygnację z produkcji mleka. 320 rolników zrezygnowało z produkcji.

Również hodowcy owiec likwidują stada, ponieważ wciąż rosną koszty produkcji. W województwach: opolskim, dolnośląskim i śląskim zostało zaledwie 150 hodowców.

Źródło: Mariusz Drożdż/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!