Często spotyka się opinie hodowców, że doradca żywieniowy wcale nie pomógł a nawet zaszkodził. Jednak czasami rolnik nie zdaje sobie sprawy, że winą braku efektów nie jest zły doradca tylko złe wykonanie jego zaleceń.

Niejednokrotnie zdarza się tak, że doradca żywieniowy zrobił analizę chemiczną pasz objętościowych, obejrzał krowy i zaleca 20 kg sianokiszonki z trawy a hodowca daje cztery widły albo pół taczki. Doradca mówi 2,5 kg paszy treściwej a wykonanie jest pół hełmu. Doradca mówi 180 gram premiksu a rolnik daje łyżeczkę. My doradcy żywieniowi mówimy kilogramy, gramy a często wykonanie jest- widły, taczka i łyżeczka. Tak pojawiają się problemy i najłatwiej jest powiedzieć zły doradca – mówił dr inż. Zbigniew Lach z OHZ Osięciny na szkoleniu dla rolników zorganizowanym przez firmę Josera w Kuczynie k. Ciechanowca.

– Ale  z doradcami to jest tak: który z której firmy przyjedzie, to każdy mówi co innego –  stwierdził jeden z uczestników spotkania.

Często wówczas hodowca zmienia doradcę. Za często. Nie ma możliwości poprawienia sytuacji w stadzie z dnia na dzień. Posłuchajcie jednego z nich  i dajcie mu szansę przez 4-5 miesięcy. Po tym czasie ocenicie czy jest lepszy tłuszcz, białko, czy jest mniej mocznika, mniej problemów w racicach i wtedy ewentualnie zmienicie go – odpowiedział Lach.

Mamy w Polsce naprawdę dobrych doradców żywieniowych, tych złych jest już na szczęście coraz mniej. Głównym problemem w żywieniu jest złe wykonywanie zaleceń doradcy. Szanujcie ich pracę i realizujcie dokładnie ich zalecenia, to zwiększa szansę na mniejsze brakowanie krów – zakończył tę część dyskusji dr Lach. Podobał się artykuł? Podziel się!