Pozyskiwanie mleka wolnego od GMO będzie powodować swego rodzaju rewolucję na stole paszowym. Z dawki żywieniowej muszą zniknąć komponenty modyfikowane genetycznie, co ogranicza się w zasadzie do wycofania genetycznie modyfikowanej soi, wykorzystywanej w żywieniu bydła najczęściej w formie poekstrakcyjnej śruty sojowej.

W wielu gospodarstwach jest to komponent stosowany w żywieniu krów mlecznych od ponad 20 lat, w związku z tym zmiana będzie dość drastyczna. Soja modyfikowana, oprócz poekstrakcyjnej śruty, obecna jest również w liniach pasz pełnoporcjowych, koncentratach białkowych, czy też preparatach mlekozastępczych.

Zmiana sposobu żywienia dotyczyć więc będzie nie tylko samych krów, ale całego stada, od cieląt zaczynając, a na krowach kończąc. Podstawowe pytanie, jakie się w tej sytuacji nasuwa, to: czym zastąpić modyfikowaną soję.

- W ostatnim czasie zauważalne jest bardzo duże zainteresowanie paszami NGMO dla bydła. Niewielu hodowców decyduje się na zakup śruty sojowej NGMO ze względu na jej wysoką cenę i ograniczoną dostępność. Hodowcy w większym stopniu korzystają z wysokobiałkowych mieszanek paszowych bez modyfikacji genetycznej, przy okazji czerpiąc korzyści z serwisu żywieniowego w bilansowaniu dawek pokarmowych, które odgrywa istotną rolę i hodowcy coraz bardziej to zauważają – mówi Wiesław Płecki, kierownik produktu ds. bydła De Heus.

W przypadku żywienia krów mlecznych najrozsądniejszym rozwiązaniem również pod względem ekonomicznym, wydaje się wykorzystanie pasz rzepakowych, do czego zachęca również prof. Zygmunt M. Kowalski.

- Dlaczego pasze rzepakowe? Po pierwsze dlatego, że je produkujemy i nie musimy ich importować. Po drugie, bo są bardzo dobre dla krów i po trzecie, bo nie są genetycznie modyfikowane – wylicza ekspert żywieniowy. Zdaniem wykładowcy główną przewagę śruty poekstrakcyjnej rzepakowej nad sojową stanowi większa zawartość metioniny, która jest najważniejszym aminokwasem w dawce pokarmowej bydła.

Podobał się artykuł? Podziel się!