Krowy holsztyńsko-fryzyjskie dają wprawdzie dużo mleka, ale pod warunkiem stworzenia im odpowiednich warunków. Wymaga to nie tylko znacznych nakładów finansowych, lecz także dużej wiedzy na temat żywienia, przygotowania pasz czy stosowania dodatków paszowych. Dlatego wielu rolników z nostalgią wspomina krowy w starym typie ogólnoużytkowym, gdzie obok mleka ważnym celem chowu były doskonale opasające się buhajki.

Tymi oczekiwaniami można wytłumaczyć decyzję Polskiej Federacji Hodowców  Bydła i Producentów Mleka o podjęciu działań zmierzających do przywrócenia w Polsce bydła „starego” typu mięsno-mlecznego. Na razie dotyczy to tylko krów czerwono-białych, ale mówi się już o wprowadzeniu podobnego programu dla bydła czarno-białego. Narzucenie rolnikom w całej Polsce programu holsztynizacji bydła, bez jakiejkolwiek możliwości wyboru, było z całą pewnością błędną decyzją urzędniczą. Działanie Federacji pokazuje, że dostrzega ona potrzeby wszystkich rolników trudniących się chowem bydła, nie tylko tych najlepszych, a jej decyzje zapadają nie przy urzędniczym biurku, ale w oborze: przy krowach i korycie, przy którym te krowy stoją. To właśnie ono przesądza często o możliwościach wyboru kierunku chowu i jego intensywności, a wszelkie decyzje hodowlane powinny przecież uwzględniać warunki, w jakich odbywa się produkcja mleka.

Dobrym przykładem wykorzystania bydła ogólnoużytkowego jest holenderska rasa MRY. Jej nazwa wywodzi się od pierwszych liter trzech rzek w południowo-wschodniej Holandii, z których dorzecza rasa MRY się wywodzi: są to Moza, Ren i Yssel. Rzeki te od stuleci bardzo często wylewały, zatapiając okoliczne tereny. W tak niesprzyjających i zmiennych warunkach mogły przeżyć tylko najsilniejsze zwierzęta i to właśnie z nich ukształtowała się rasa, znana dziś pod nazwą MRY. Nabyta przez stulecia odporność jest obecnie wielką zaletą, a bydło tej rasy bardzo szybko i łatwo aklimatyzuje się w nowych, często nawet trudnych warunkach.