PRZEGLĄD PRASY: Rolnicy szpikują krowy chore na zapalenie wymion antybiotykami, które wpadną im w ręce. Robią to, by zaoszczędzić na wizycie u weterynarza - pisze Paweł Gołąb.

Małgorzata Bonisławska-Bartolik z sieradzkiego laboratorium weterynaryjnego alarmuje, że osoby, które kupują na rynku mleko "prosto od krowy " narażają się na spożycie nabiału naszpikowanego pozostałościami antybiotyków.

Mleko od chorych krów powinno być objęte kilkudniową karencją. Kontrole stosowane przez mleczarnie minimalizują do zera pojawienie się takiego nabiału w sklepach. Wiele osób zaopatruje się jednak w mleko na wolnym rynku. -Trzeba uważać, bo jest toksyczne szczególnie dla kobiet w ciąży, dzieci i starszych osób -przestrzega specjalistka. - Ludzie, którzy je piją, także stają się bardziej odporni na działanie antybiotyków.

(...) Powiatowy lekarz weterynarii w Sieradzu Leszek Przewłocki przyznaje, że spotkał się z problemem. - Kiedyś usłyszałem od dostawcy, który chciał sprzedać mleko mimo obowiązującej karencji, że jeśli mleczarnia nie zechce jego towaru, to pójdzie z nim na rynek.

Mleko, które trafia na rynek, cieszy się u wielu klientów powodzeniem. Są przekonani, że kupują samo zdrowie. Dr Przewłocki ostrzega jednak, że osobom, które zostaną przyłapane na handlu mlekiem zawierającym ślady antybiotyku grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

O sankcjach mówi też prezes Matras z Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. - Producenci mleka mają książki kliniczne po to, by lekarze weterynarii mogli do nich wpisywać rodzaj leków i okres karencji. Rolnik podpisuje się pod zaleceniami lekarza i jeśli lekceważy okres karencji, musi być ukarany-twierdzi prezes Matras.

Źródło: Polska - Dziennik Łódzki