Jak tłumaczy Władysław Rutkowski, który od roku posiada stację odpajania cieląt, procent upadków cieląt w tym czasie znacznie spadł. – Wcześniej mieliśmy około 15 – 20 proc. upadków, a także częste problemy z biegunkami, teraz zdarza się to sporadycznie – wyjaśnia Rutkowski. – Nie byliśmy w stanie dopilnować każdego cielęcia z osobna, to było niemożliwe. Z braku czasu karmiliśmy cielęta dwa razy dziennie, a teraz jedzą kiedy chcą, zawsze jednolitą i o odpowiedniej temperaturze dawkę, przez co znacznie poprawiły się parametry odchowu – dodaje.
Jak podkreśla znacznie zmniejszył się też nakład pracy. – Wieczorami cała rodzina zaangażowana była w pojenie cieląt, a i tak nie byliśmy w stanie uniknąć problemów. Teraz też oczywiście trzeba obserwować cielęta, jednak stacja umożliwia szybkie wychwycenie słabszych osobników i indywidualne dostosowanie dawki – mówi.
















