Ponieważ kwoty mleczne po ćwierć wieku obowiązywania przechodzą do historii, w Brukseli trwa debata, czym je zastąpić. Komisja Europejska w połowie grudnia zaproponowała wprowadzenie systemu obowiązkowych kontraktacji. Treść umów z przetwórcami negocjowałyby organizacje farmerskie. Z systemu byłyby wyłączone spółdzielnie mleczarskie. Niby nic takiego, ale już wywołało ogromne emocje.  

- Sądzimy, że jeżeli te propozycje weszłyby w życie, mogłyby oznaczać zmonopolizowanie strony producenckiej, a to nigdy nie jest dobre dla stosunków handlowych. Po drugie, jeżeli chodzi o kontraktacje, niepotrzebnie komplikowałoby to sytuację, która jest dobrze uregulowana. Większość działających przetwórców ma jakieś formy kontraktów ze swoimi producentami. Poza tym narzucanie odgórne tego co ma być w kontrakcie jest przejawem braku zaufania do wolnego rynku i ingerencją w stosunki handlowe - tłumaczy Marcin Hydzik ze Związku Polskich Przetwórców Mleka.

Prywatni przetwórcy mleka, którzy w Polsce kontrolują 30% rynku, krytykują też sposób, w jaki negocjowałoby się kontrakty.  
- Komisja Europejska proponuje, aby powstały wielkie organizacje, które będą zrzeszać producentów i które w ich imieniu będą negocjować z przetwórcami. W efekcie może to zmierzać do monopolizacji tego rynku. A przede wszystkim uderzać w prywatnych przetwórców, bo tego typu przepisy nie będą dotyczyły spółdzielni mleczarskich. Komisji Europejska chce w ten sposób, z niezrozumiałych dla nas przyczyn, uderzyć w prywatnych przetwórców mleka – dodaje Marcin Hydzik.  

Z kolei spółdzielcy uważają, że pomysły Brukseli idą w dobrym kierunku. Waldemar Broś z Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich tłumaczy, dlaczego spółdzielnie mają być wyłączone z systemu obowiązkowych kontraktacji: u nas obowiązują statuty i obowiązkiem każdej spółdzielni  jest kupienie mleka od członka. W prywatnych firmach tego nie ma i dlatego te propozycje są tam skierowane.
Teraz propozycje Komisji Europejskiej będą rozważane przez państwa członkowskie, gdy przybiorą formę nowej dyrektywy trafią do Parlamentu Europejskiego. Podobał się artykuł? Podziel się!