Susza, deficyt pasz, niskie ceny mleka, kary…. Tak źle dawno już nie było. Niesprzyjające w ostatnim czasie warunki w gospodarstwach ukierunkowanych na produkcję mleka powodują, że rolnicy redukują lub całkowicie likwidują stada.

- W tej chwili jestem już zmuszony skarmiać pasze, które w normalnym roku otwierałbym najwcześniej w październiku – żali się hodowca z woj. podlaskiego.

W większości przypadków gospodarstwa nie zdążyły jeszcze zabezpieczyć bazy pasz objętościowych na zimę, a zamiast ciągle ją powiększać, zmniejszają ją.

W szczególnie trudnej sytuacji są teraz producenci, którym brakuje pasz, a zainwestowali poważne środki w powiększanie stad. W wielu takich przypadkach dochodzą jeszcze obciążenia spowodowane karami za przekroczenie kwot mlecznych.

Zakup pasz stanowi obecnie poważny wydatek, gdyż ceny wywindowały znacząco w górę. Za balota sianokiszonki trzeba zapłacić nawet powyżej 200 zł za sztukę. Jak grzyby po deszczu pojawiły się również oferty sprzedaży kukurydzy na pniu z przeznaczeniem na kiszonkę, za którą trzeba zapłacić, w zależności od stanu plantacji, 3 – 6 tys. zł/ ha.

Zaistniała rzeczywistość powoduje znaczne przerzedzenie zwierząt w oborach, czego negatywnym skutkiem może być już zauważalny spadek cen skupu bydła.