Gdyby taki obowiązek wszedł, zakłady nie będą ryzykowały i  będą obniżały cenę za mleko, żeby nie doprowadzić do ruiny zakładu. Ewentualnie dopiero w rozliczeniu całego roku możliwe będzie dodanie czegoś do tej ceny, lub też nie – tłumaczy Broś. – Taki administracyjny nakaz wcześniejszego ustalania ceny, zamiast poprawić sytuację, da odwrotny efekt, czyli zaniżanie cen – dodaje.

Fakt, że przyjęty przez Komisję raport Nicholsona wyłączył spółdzielnie mleczarskie z obowiązkowych kontraktów został skrytykowany przez Europejski Związek Producentów Mleka (EMB). – Spółdzielnie są w wygodnej sytuacji i mogą powiadamiać rolników o cenie mleka tygodnie po tym, jak zostało ono dostarczone – mówi Romuald Shaber, prezydent EMB.

Rynek spółdzielczy kieruje się innymi prawami, to rolnicy są właścicielami – komentuje Waldemar Broś. – Członkowie spółdzielni akceptują, rozliczają prezesów i cena w spółdzielczości jest zawsze zbliżona do realiów – dodaje.

Waldemar Broś w raporcie Nicholsona nie widzi rozwiązań daleko idących.

 – Raport pokazuje pewien kierunek, który jednak nic nie zmienia i nie wnosi do sektora spółdzielczego, stanowiącego w Polsce 75 proc. Myślę, że Komisja powinna pracować zupełnie w innym kierunku, czyli pomocy autentycznej,  np. podatków dla gospodarstw rozwijających się, czy podatku VAT – tłumaczy Broś.

Zasady przyjęte w raporcie Nicholsona dotyczą stosunków umownych w sektorze mleka. Głosowanie plenarne Parlamentu Europejskiego nad jego ustaleniami odbędzie się nie wcześniej niż w październiku br.