Wielu rolników zdaje już sobie sprawę z tego, że chów bydła rzeźnego jest opłacalny. Wskazuje na to duży odsetek krów inseminowanych nasieniem buhajów ras mięsnych. Oblicza się, że jest to nawet 35 proc. pogłowia krów, co może już zagrażać reprodukcji stada krów mlecznych. Bezpieczną granicą pozwalającą na odnowienie stada jest 20 proc. krów pokrytych nasieniem buhajów mięsnych.

Zainteresowanie rolników zakupem jałówek hodowlanych ras mięsnych jest tak duże, że ich ceny przekraczają już 2000 euro za sztukę. To zupełnie niepotrzebna i bardzo kosztowna inwestycja. Taniej i lepiej jest kupić jałówki mieszańce, pochodzące po buhajach ras mięsnych, i pokryć je ponownie takim buhajem. Sztuki z udziałem 75 proc. krwi ras mięsnych są już bardzo podobne pod względem pokroju do czystych ras mięsnych. Jałówki mieszańce z udziałem 50 proc. i 75 proc. krwi ras mięsnych dają ponadto więcej mleka niż czyste rasy mięsne, co wpływa na szybszy wzrost cieląt i zmniejsza koszty ich odchowu. Wydajność rzeźna takich cieląt jest oczywiście o 2-3 proc. niższa. Zaletą mieszańców są korzyści osiągane dzięki heterozji, czyli tak zwanej wybujałości krzyżowniczej. Zwierzęta są biologicznie silniejsze i odporniejsze na gorsze warunki utrzymania.

Do dalszego chowu spośród takich mieszańców powinno się zostawiać tylko jałówki, inseminując je lub kryjąc buhajami czysto rasowymi, dowolnej rasy mięsnej. O wyborze rasy powinny decydować warunki gospodarstwa. Ja najchętniej zalecam rasę limousine, a w niektórych regionach – simentalera, ze świadomością, że rasa ta daje duże cielęta, a zatem porody są cięższe. Zaletą krzyżowania krów mlecznych z rasą simentalską jest jednak to, że jałówki pochodzące z takiego krzyżowania nadają się doskonale do chowu, a buhajki na opas ciężki, do masy ciała 600-700 kg.