Zdaniem prof. Kowalskiego należy zacząć od liczenia kosztów. To jest w zarządzaniu działanie pierwszoplanowe. Hodowcy zastanawiają się ile mleczarnia płaci za mleko, z każdym miesiącem dowiadują się, że coraz mniej, a nie zawsze myślą o drugiej części składowej równania, która nazywa się zysk. A zysk, to cena za mleko minus koszty, więc jeżeli cena mleka spada, to należałoby zastanowić się nad kosztami. Po pierwsze nauczyć się obliczać ile kosztuje mnie produkcja mleka. Jeżeli wiemy jakie są części składowe kosztów, to trzeba zacząć analizować co można zrobić z tymi składowymi.

- Doświadczenia europejskiego związku hodowców krów mlecznych wskazują, że wśród obór, które mają bardzo wysokie ceny za mleko są obory, które są niedochodowe. A wśród tych, które mają bardzo niskie ceny skupu mleka, są też obory, które są dochodowe – mówi ekspert.

- Znając składowe kosztów, można przejść do kolejnego kroku, jakim jest analiza, gdzie popełniane są błędy, aby móc te koszty zmniejszyć. Dziś wiemy, że jeżeli koszt produkcji mleka to 1 zł, to 50 – 55 gr to koszt żywienia, z kolei 18 proc. zabierają koszty amortyzacji, czyli odtworzenia stada., czyli razem odchów młodzieży i żywienie to jest ok. 75 proc. kosztów – dodaje.

Według prof. Kowalskiego należy większą uwagę skupić nie na maszynach, które cieszą oko, ale na tym jak krowy są żywione, ile chorują, dlaczego chorują, jak rosną cielaki, kiedy jest jałówka pierwszy raz kryta, w jakiej jest masie ciała itp. To są ogromne kopalnie pieniędzy, ale jednocześnie również takie kratki ściekowe, do których pieniądze spływają bez jakiejkolwiek kontroli i od tego trzeba zacząć.

Podobał się artykuł? Podziel się!