Postępowanie przed sądami toczy się w tej sprawie już ósmy rok. Dotąd zapadły trzy wyroki przed sądem rejonowym (skazanie i dwa uniewinnienia), wszystkie zostały jednak uchylone przez białostocki sąd okręgowy w postępowaniu odwoławczym.

W środę proces w I instancji rozpoczął się po raz czwarty. Prezesowi spółdzielni mleczarskiej w Mońkach Stanisławowi J. prokuratura zarzuca przyjęcie, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, nie mniej niż 347 tys. zł łapówek.

Miał on od maja 2002 r. do listopada 2004 r. dostawać 10 proc. wartości opłaconych prac budowlanych od każdej faktury wystawionej firmie biznesmena, która wygrywała przetargi w spółdzielni.

Na ławie oskarżonych zasiada również b. inspektor nadzoru inwestorskiego w spółdzielni (obecnie na emeryturze), któremu śledczy zarzucają, że pośredniczył w przekazywaniu pieniędzy przez przedsiębiorcę - głównego świadka oskarżenia, za co sam też miał dostawać łapówki.

Obaj oskarżeni nigdy się nie przyznali do zarzutów; twierdzą, że przedsiębiorca ich pomawia. "Nigdy ze mną na temat pieniędzy nie rozmawiał, nigdy żadnych pieniędzy nie otrzymywałem" - oświadczył w środę przed sądem oskarżony Stanisław J. Dodał, że jedynym świadkiem oskarżenia jest ów przedsiębiorca, a inni świadkowie - rodzina biznesmena i jego pracownica - mówią to, co z nim uzgodnili.

- Oświadczam ponadto, że nie byłem osobą publiczną i nie dysponowałem środkami publicznymi - dodał oskarżony.

To nawiązanie do stanowiska jego obrońcy, iż prezes spółdzielni mleczarskiej, w zakresie dysponowania środkami z przedakcesyjnego funduszu SAPARD, w świetle przepisów nie może być uznany za osobę publiczną, więc nie można mu stawiać zarzutów przyjęcia łapówek w związku z pełnieniem publicznej funkcji. "Program SAPARD to nie był program ze środków publicznych" - mówił Stanisław J., powołując się na przepisy Ustawy o finansach publicznych.

Właśnie rozstrzygnięcie, czy oskarżonego można zaliczyć do osób pełniących funkcje publiczne, jest kluczowe dla sprawy. Zwrócił na to uwagę w styczniu sąd okręgowy, przy trzecim uchyleniu wyroku I instancji (był to wyrok uniewinniający).

Jak uzasadniał, przy prawnej ocenie tej kwestii nie chodzi tylko o zatrudnienie w takiej instytucji, która dysponuje pieniędzmi publicznymi (sąd rejonowy przyjął, iż w okresie objętym zarzutami spółdzielnia mleczarska w Mońkach nie dysponowała środkami publicznymi), ale o wypełnianie roli, której przypisana jest działalność publiczna.

Zastrzeżenia II instancji budziła też ocena przez sąd rejonowy zeznań kluczowego świadka - przedsiębiorcy, które sąd rejonowy uznał za niewiarygodne

 

Podobał się artykuł? Podziel się!