Alarmujący jest fakt, że płodność krów holsztyńskich, na przykład w Wielkiej Brytanii, spada średnio o 1 proc. rocznie. Na pewno duży wpływ ma na to, jak to bywa w hodowli, środowisko. Ale bez wątpienia jest to jednak w znaczniej mierze zależne od polityki hodowlanej prowadzonej w stadzie krów. Na pierwszy plan wybija się inbred, czyli spokrewnienie.

Zwiększenie inbredu w stadzie o każdy kolejny procent odbija się negatywnie na płodności krów. Z chowem wsobnym, czyli w pokrewieństwie, można sobie radzić w dwojaki sposób. Pierwszy to kojarzenie międzyrasowe. Rozwiązuje ono w sposób ostateczny niebezpieczeństwo inbredu, niosąc ze sobą dodatkową korzyść w postaci efektu heterozji i na przykład wyższej produkcji, niż ta, której można się spodziewać od kojarzonych ze sobą rodziców. Ale kojarzenie międzyrasowe ma także poważne wady. Decydując się na nie, trzeba się pogodzić z faktem, że traci się jednorodność stada. Potomstwo będzie bardzo zróżnicowane, co może być problemem w oborze wolnostanowiskowej i hali udojowej. Pokolenie F2 i kolejne nie będą już tak atrakcyjne i odporne jak F1, mimo stosowania krzyżowania naprzemiennego. Nie bardzo wiadomo też, co zrobić z nadmiarem jałówek, jeśli taki się pojawi. Ogólnie przy dalszym krzyżowaniu straci się na produkcji w porównaniu z czysto rasowym stadem bydła holsztyńskiego.

Co więc zrobić, aby poprawić płodność w stadzie i nie rezygnować ze statusu czysto rasowego stada bydła holsztyńskiego? Pula genów i różnorodność tej rasy jest tak duża, że bez trudu można rozwiązać problem. Znakomitym narzędziem w rękach hodowców może być komputerowy dobór zwierząt do kojarzeń – GMS. Jest to program, który powstał w międzynarodowej firmie hodowlanej ABS już w 1968 r., a więc wraz z pojawieniem się pierwszych komputerów. Jest on stale doskonalony. Program ten korzysta przy obliczaniu inbredu z największej na świecie bazy danych. Zawiera ona aż 450 000 buhajów. Jako jedyny, lub jeden z nielicznych, program ten cofa się przy obliczaniu inbredu do siódmego pokolenia wstecz.