Jak mówi Bogusław Roguś, prezes PZHiPBM, patrząc z perspektywy konsumenta najważniejszą cechą mięsa jest jego powtarzalność. Gwarantuje ona, że za każdym razem dany element będzie miał podobne właściwości. Dzięki temu konsument ma świadomość jak przygotować mięso oraz wie jakiego smaku i konsystencji wołowiny może się spodziewać po obróbce. Aby elementy wołowiny za każdym razem miały podobną wartość kulinarną, także zwierzęta muszą wykazywać zbliżone do siebie cechy, co z kolei wymaga podobnego genotypu.

- Jeżeli mamy bydło czystorasowe, to mogę stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, jaka to będzie wołowina. Jeśli kupimy mięso z rasy włoskiej, bądź francuskiej to będzie to wołowina chuda, natomiast kupując element z rasy anglosaskiej: hereforda, angusa czy highlanda, spodziewać się możemy mięsa tłustszego, typowo stekowego. Jeśli mięso w sklepie jest opisane, co niestety nadal należy do rzadkości w naszych realiach, to kupując taką wołowinę wiem co z niej mogę zrobić – mówi Bogusław Roguś.

Problem z mieszańcami

Zdaniem prezesa Rogusia, wołowina pochodząca z mieszańców będących potomstwem krów HF i buhajów ras mięsnych, jest trudna do standaryzacji. Wynika to z braku jasnych przepisów, które określałyby i rozróżniały jakiej rasy był buhaj, którego nasieniem była pokryta krowa mleczna. Jest to niezbędne, ponieważ poszczególne rasy mięsne, różnią się znacznie pod względem produkowanej wołowiny.

- Co do bydła krzyżówkowego, to nadal nie został ustalony sposób zapisu na paszportach, jaka rasa była komponentem ojcowskim. Funkcjonuje praktyka zapisywania skrótu MM oznaczającego mieszaniec mięsny. Widząc takie oznaczenie nie mamy pojęcia czy krowa mleczna była pokryta nasieniem buhaja rasy limousine czy może angus bądź hereford. Różnice w mięsie będą bardzo duże, przez co opierając się na wołowinie krzyżówkowej nie ma mowy o powtarzalności. Oczywiście krzyżowanie bydła rasami mięsnymi , szczególnie krzyżówki F2 i F3 są doskonałym materiałem rzeźnym dla przetwórców i ubojni ze względu na już wysoką wybojowość tuszy – dodaje prezes PZHiPBM.

 

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!