- Na chwilę obecną cena mleka spadła, ale z tego, co wiem, prognozy długoterminowe są bardzo dobre. Rynek mleka upodobni się prawdopodobnie do rynku wieprzowiny czy jaj, co spowoduje większą fluktuację cen. Produkcja mleka jest o tyle trudna, że nie można jej ani rozpocząć, ani zakończyć z dnia na dzień. Sam próbowałem na koniec roku kwotowego trochę obniżyć produkcję, ale próby trwały tylko dwa miesiące. Szybko zrezygnowałem z tego działania, ponieważ może ono przysporzyć tylko więcej problemów -  mówi p. Hendriks.

Według Arenda Jana Hendriksa prognozy na najbliższych 10 lat wydają się jednak optymistyczne. Wynikają m.in. z bardzo dobrych warunków do produkcji mleka, na co składają się relatywnie niska cena ziemi i jeszcze dość niskie koszty pracy. Jednak trzeba się będzie spodziewać wahań cen.

Zdaniem p. Hendriksa obecne działania pozwalające przetrwać trudny okres muszą się opierać na uzyskaniu minimalnego kosztu wyprodukowania 1 kg mleka, co nie oznacza mniejszych wydatków, ale większą wydajność i dobrą zdrowotność oraz rozród, co przełoży się na efektywniejszą produkcję.

- Przykładowo, w starej oborze wydajność życiowa krów wynosiła 37 tys. kg, a w nowej oborze będę dopiero zadowolony, jeśli wydajność wyniesie 40 tys. i więcej. Dodatkowo, błędem ostatnich 10 lat była w mojej opinii zbyt mała stymulacja modernizacji budynków inwentarskich. Prawie każdy rolnik inwestował wówczas w maszyny – zauważa p. Hendriks.

Podobał się artykuł? Podziel się!