- Wciąż obserwujemy spadek podaży mleka surowego w Europie. Moim zdaniem trend ten utrzyma się przez co najmniej 6 kolejnych miesięcy. Wciąż mamy do czynienia z deficytem tłuszczu mlecznego. Ceny masła poszybowały w górę i jest to już zauważalne również w koszyku konsumenta. Póki co nie widać symptomów poprawy tej sytuacji. Zawarte wcześniej, w kwietniu i maju duże kontrakty eksportowe realizowane są w dłuższej perspektywie. Z powodu deficytu tłuszczu mlecznego na rynku, kontrakty są przekładane na następny okres. W Europie wciąż brakuje masła i śmietanki w płynie. Ponad to, producenci wyrobów mleczarskich w wyniku spadku podaży mleka surowego nie będą mogli gwarantować pełnych dostaw produktów mlecznych na rynek detaliczny – komentuje sytuację na rynku mleka Lech Karendys.

Zdaniem Karendysa duże znaczenie dla przyszłości branży ma zawarcie umów międzynarodowych CETA i TTIP. Obie mogą być powodem prawdziwych kłopotów rolników i wytwórców produktów spożywczych w Unii Europejskiej, także w Polsce. Na umowach tych najbardziej skorzystają Kanada i USA, które mają nadwyżkę żywności. Ta z kolei jest tańsza ale również zdecydowanie innej jakości. Ucierpi na tym m.in polski konsument ale najwięcej szkód z tego typu umów doświadczy polski rolnik w tym producenci mleka, szczególnie ci najmniejsi. Rodzinne gospodarstwa, których jest u nas większość nie mają szansy na konkurowanie z rolniczymi potentatami.

Według Dyrektora SM Mlekpol Drugą, bardzo istotną sprawą dla sektora mleczarskiego, nie tylko w Polsce jest niestabilna sytuacja na rynku mleka surowego. Jego zdaniem Unijny program wsparcia sektora mlecznego to dobre rozwiązanie choć jak to zwykle bywa, nie idealne i nie do końca rozwiązujące problemy polskich producentów mleka.

- Wielu rolników w poprzednich latach bardzo dużo zainwestowało w gospodarstwa produkujące mleko widząc w tym możliwość rozwoju. Większość tych inwestycji pochodziła z kredytów. Unowocześnienie produkcji mleka wiąże się z wprowadzeniem jeszcze większej automatyzacji a to ogromne koszty. To, co stało się na rynku mleka po zniesieniu kwot mlecznych dla wielu z nich oznaczało bankructwo. Kwoty zniesiono za późno, a obecna interwencja w ograniczenie produkcji mleka mija się z celem. Unijna pomoc finansowa to rozwiązanie niejednego problemu, ale nie można zapominać o konieczności zdecydowanie szybszej interwencji na rynku, w postaci wykupu nadmiaru produktów mlecznych przez agendy do tego powołane i kierowanie ich np. na pomoc humanitarną. Jeśli to się nie stanie najprawdopodobniej zagęszczenie produktów na światowym rynku będzie tak duże, że spowoduje zachwianie podaży i popytu, co ma bezpośredni wpływ na spadek cen sprzedaży – uważa Lech Karendys.