PRZEGLĄD PRASY: Od początku września ceny masła na sklepowych półkach rosną w zawrotnym tempie. Nie dość, że droższe, to jeszcze zaczyna go brakować. W magazynach mleczarni, które jeszcze rok temu były zapełnione po brzegi trudno szukać zapasów – pisze Karolina Sternal.

Jak twierdzą eksperci światowego rynku, wszystko przez suszę w Australii i Nowej Zelandii. To właśnie te dwa kraje są potentatem w produkcji mleka. Nie dość, że produkują dużo, to jeszcze tanio, gdyż hodowla bydła mlecznego jest tam prowadzona na pastwiskach, bez konieczności posiadania budynków inwentarskich. Dlatego też ceny mleka ustalane w tej części świata mają bardzo znaczący wpływ na to, ile za ten sam surowiec może dostać rolnik w Polsce.

Ta prawidłowość została zachwiana przez trwającą w Australii i Nowej Zelandii dwa lata suszę, w efekcie której na światowym rynku brakuje mleka. Zaczęto więc szukać innych dostawców - głównie masła i mleka w proszku. Bardzo szybko w tą lukę weszły polskie mleczarnie, które przez kilka ostatnich lat miały problemy ze zbyciem właśnie tych dwóch produktów. Od marca polskie zakłady sprzedają na eksport wszystko, co wyprodukują i to po coraz wyższych cenach. - Podobnie jak i na inne artykuły mleczarskie, odnotowujemy wzrost zapotrzebowania także na masło. W tej chwili w magazynach mamy pustki -informuje Maria Czwojdrak, prezes Średzkiej Spółdzielni Mleczarskiej JANA w Środzie Wielkopolskiej. - Do niedawna sytuacja ekonomiczna była zupełnie odwrotna. Musieliśmy zaciągać kredyty bankowe, aby finansować produkcję i magazynowanie wyrobów.

W efekcie na sklepowych półkach w Polsce ceny masła idą cały czas w górę - Cena najwyżej ocenianego przez naszych klientów masła gostyńskiego dochodzi już do 5 zł, podczas gdy jeszcze przed wakacjami można było je kupić za niecałe 3,5 zł. Towar nie tylko, że jest astronomicznie drogi, to jeszcze zdarza się, że nie mogę go sprowadzić do sklepu. W tej sytuacji obserwuję, że kupujący zaczynają rezygnować z drogiego masła i wybierają tańsze mixy - relacjonuje Maria Kalecińska, handlowiec z Leszna.

Mleczarze tłumaczą, że przyczyną takiego wzrostu jest drożejący surowiec. Spółdzielnia mleczarska w Gostyniu w tym roku już trzy razy podniosła cenę skupowanego od rolników mleka. W sumie do końca roku podwyżka może sięgnąć nawet do 20 procent. - Należy się spodziewać, że sytuacja unormuje się dopiero w przyszłym roku - twierdzi Grzegorz Grzeszkowiak, prezes Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu.

Być może, że lekiem na rosnące ceny produktów mleczarskich byłoby zwiększenie produkcji mleka, ale na to musi się zgodzić Unia Europejska. W tej chwili producenci mleka w krajach UE są zobowiązani przestrzegać kwot mlecznych. Ich przekroczenie grozi nałożeniem kar finansowych. We wrześniu Wojciech Mojzesowicz, minister rolnictwa i rozwoju wsi uczestniczył w posiedzeniu Rady UE ds. Rolnictwa i Rybołówstwa, w trakcie którego złożył wniosek o podniesienie kwot mlecznych. Swoje stanowisko uzasadnił tym, że europejski sektor mleczarski straci szansę czerpania korzyści z rosnącego popytu, a możliwości eksportowe zostaną wykorzystane przez naszych konkurentów z krajów trzecich. - Zwiększenia kwot mlecznych nie należy się jednak spodziewać wcześniej, niż od kwietnia przyszłego roku -zastrzega Dariusz Mamiński z biura prasowego MRiRW.

- Wprawdzie producentom zależy, aby ceny artykułów mleczarskich były dostępne dla konsumentów, ale do sprawy zwiększenia kwot mlecznych trzeba podchodzić z wielką rozwagą - zaznacza Zbigniew Urny z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. - Z jednej strony brakuje surowca na światowych rynkach, ale z drugiej kwota mleczna jest dla hodowców rzeczą świętą. Należy pamiętać, że to, co dzisiaj jest słuszne w perspektywie czasu może przynieść niepożądane skutki. Dlatego też zwiększanie kwot mlecznych powinno być przeprowadzane z wielką ostrożnością.

Źródło: Głos Wielkopolski