Trudno mówić o sukcesie żywca wołowego bez właściwie zorganizowanej bazy paszowej. Niewątpliwie podstawą efektywnego żywienia przeżuwaczy jest jakość pasz objętościowych produkowanych w gospodarstwie. Czy dla tych pasz istnieje tańsza alternatywa? Szansy należy upatrywać w produktach ubocznych z przemysłu rolno-spożywczego. W zależności od rodzaju przemysłu, z którego pochodzą, dostarczają one bardzo szerokiej gamy produktów zarówno objętościowych, jak i treściwych, które poza przystępnymi cenami charakteryzują się atrakcyjnymi walorami wzbogacającymi żywienie bydła. Głównym wyznacznikiem, którym powinni się kierować producenci żywca wołowego oraz hodowcy bydła mięsnego, niezależnie od tego, czy zajmują się jedynie opasem czy produkcją cieląt odsadków, jest poprawa efektywności żywienia zwierząt. Ograniczenie o 1 proc. kosztów żywienia daje rezultaty w praktyce tożsame ekonomicznie ze zwiększeniem przyrostów dobowych o 3 proc. W wielu przypadkach możemy zminimalizować koszty żywienia bydła, wprowadzając alternatywne rozwiązania w postaci ubocznych produktów przemysłu rolno-spożywczego. Niewątpliwie ich wadą jest to, że są dostępne dla ograniczonej liczby gospodarstw, w określonych porach roku i jedynie dla tych producentów, którzy znajdują się dość blisko zakładów przetwórstwa spożywczego, piekarni czy gorzelni.

Drugim utrudnieniem jest dość zmienny skład chemiczny, a w związku z tym również wartość pokarmowa dla zwierząt. Ponadto, szczególnie w przypadku tych produktów, które zawierają dużą ilość wody, istnieje ryzyko zagrożeń mikrobiologicznych (rozwój pleśni i grzybów). Zaletą alternatywnych pasz w żywieniu bydła mięsnego może być ich cena. Większość produktów ubocznych powstaje na skutek usunięcia z produktu głównego istotnych gospodarczo składników. Powoduje to również, że skład chemiczny tych pasz różni się zasadniczo od surowca wyjściowego.