Problem dotyczy kilkudziesięciu zakładów wołowych i drobiowych, zatrudniających kilka tysięcy pracowników. Furtkę mogą stanowić przepisy UE. Dopuszczają one ubój rytualny, jeśli jest on podyktowany względami religijnymi. Jednak dopuszczają one możliwość wprowadzenia bardziej restrykcyjnych przepisów krajowych donosi pb.pl.

- Nie doczekaliśmy się oficjalnej interpretacji resortu rolnictwa. Nieformalny przekaz, jaki stamtąd płynie, że to ubój rytualny jest zakazany. Część niezależnych ekspertów twierdzi, iż na mocy rozporządzenia unijnego, które obowiązuje od 1 stycznia, ubój ten będzie dozwolony- mówi Łukasz Dominiak, dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa.

- Zakłady do dziś nie dostały żadnej informacji z resortu czy Inspekcji Weterynaryjnej. Mają długoterminowe umowy z odbiorcami i jeśli się z nich nie wywiążą, zapłacą wielomilionowe kary- dodaje Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

- Nie będziemy prowadzić uboju rytualnego do czasu wyjaśnienia sytuacji. Liczymy, że pierwsze obrady Sejmu przyniosą rozwiązanie. Zwiększyliśmy uboje pod koniec roku, żeby zrobić pewien zapas – mówi Tomasz Kubik, prezes Zakładu Przemysłu Mięsnego Biernacki.

- Zakaz uboju rytualnego miałby zrekompensować eksport żywego bydła. Będzie to miało katastrofalne skutki. Turcy już zadeklarowali, że wywiozą od nas całe bydło i dobrze za nie zapłacą. Jeśli tak by się stało, to w krótkim czasie zniknie z rynku kilkaset ubojni wołowiny, bo nie będzie czego ubijać – uważa Witold Choiński.

Z Polski ok. 75 proc. produkcji wołowiny jest eksportowana (330 tys. ton). Podobał się artykuł? Podziel się!