- Jeśli mleczarstwo średnio wykorzystuje 75 proc. mocy przerobowych, to jest to bardzo dobry wynik - uważa prof. Zygmunt Zander.

Jego zdaniem, mamy bardzo dobre instalacje do proszkowania mleka, ale w Polsce jest nadprodukcja mleka w proszku, więc musimy dostosowywać się do sytuacji poza Polską. - Pojawia się wówczas czas, gdy chwilowo nie ma koniunktury na mleko w proszku, a jest na ser. Wówczas proszkownie nie pracują, lub pracują w mniejszym zakresie i czekają na odpowiedni moment.

Wówczas większa część mleka jest przeznaczana na wyrób serów, a mniejsza do proszkowania. W takiej sytuacji nie ma mowy o pełnym wykorzystaniu wszystkich urządzeń, a tym samym mocy produkcyjnych - podkreśla profesor.

- Natomiast produkcja ciągła, o małym stopniu zmienności w ciągu roku to mleko pitne, jogurty galanteria - mówi Zygmunt Zander.

Można zatem powiedzieć, że charakter polskiej produkcji mleczarskiej, w której ciągle dominują produkty masowe jak masło, czy mleko w proszku, uniemożliwia pełne wykorzystanie istniejącego potencjału produkcyjnego.