Wszystko za sprawą raportu irlandzkiego deputowanego James'a Nicholson'a. Rolnicy zastanawiają się, czy Parlament Europejski osłabi ich pozycję.
Jeszcze pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska proponowała, żeby organizacje producentów mleka mogły w imieniu rolników negocjować ceny dostaw mleka surowego do mleczarni. Komisja proponowała, żeby negocjacje w danym kraju członkowskim dotyczyły nie więcej niż 33 proc. producentów lub też nie więcej niż 33 proc. limitu produkcji mleka. Oczywiście takie rozwiązania miałaby obowiązywać, gdy zostaną wycofane kwoty mleczne. Nastąpi to od 1 kwietnia 2015 r. Jednak Nicholson, jako sprawozdawca parlamentarnej Komisji Rolnictwa, uznał, że organizacje skupiające hodowców bydła mlecznego nie mogą reprezentować wobec podmiotów skupujących mleko, aż tylu rolników. Pod koniec maja w Parlamencie Europejskim zapadną decyzje w sprawie jego raportu. Najważniejsze zmiany, które proponuje w swoim wniosku James Nicholson, dotyczą negocjacji umownych w sektorze mleka i przetworów mlecznych. Według Nicholson'a, aby zachować równowagę między producentami a przetwórcami, zbiorowa siła przetargowa organizacji producentów powinna być ograniczona do 20 proc. całkowitej produkcji krajowej mleka surowego lub 20 proc. całkowitej łącznej krajowej produkcji mleka surowego we wszystkich państwach członkowskich objętych takimi negocjacjami. Limity te są obniżone w stosunku do tych zaproponowanych w projekcie rozporządzenia Komisji Europejskiej z grudnia 2010. Nicholson proponuje również, aby umożliwić producentom z państw członkowskich o bardzo niskim poziomie produkcji mleka zbiorowe negocjowanie do wyższego limitu procentowego niż normalnie, bo na poziomie 75 proc. całkowitej produkcji krajowej jakiegokolwiek państwa członkowskiego oraz 75 proc. całkowitej łącznej produkcji krajowej wszystkich państw członkowskich.