- Po sprawdzeniu w systemie okazało się jednak, że w dwóch ostatnich dniach do ubojni w okolicach Starego Sącza trafiło jeszcze 36 krów ze Słowacji - powiedział PAP we wtorek wieczorem Główny Lekarz Weterynarii. - Jest tam ponadto ok. 50 krów z Polski i prawdopodobnie w środę wszystkie te zwierzęta zostaną ubite, jeżeli nie otrzymamy stosownych informacji od słowackich służb, które wykluczą pochodzenie tych zwierząt z gospodarstw tzw. kontaktowych oraz obszaru zapowietrzonego - dodał.

Wcześniej Janusz Związek przekazał PAP, że w oficjalnym piśmie ze Słowacji poinformowano go, że 27 września trzy krowy ze stada trafiły do rzeźni w Małopolsce. - Wysłaliśmy do tej rzeźni służby, by wsystko skontrolować - podkreślił Związek. Zaznaczył, że te zwierzęta trafiły do Polski wcześniej niż 30 dni przed wykryciem choroby. W przypadku wąglika przyjmuje się 30-dniowy okres kwarantanny, choć okres inkubacji trwa maksymalnie 20 dni.

Główny Lekarz Weterynarii przypomniał, że przed dwoma laty Słowacy mieli już do czynienia w tej okolicy z wąglikiem u zwierząt. Ustalono wtedy, że źródłem zakażenia było stare grzebowisko, zlokalizowane na zboczu, na którym pasły się krowy - wyjaśnił Związek.

Główny Lekarz Weterynarii zaznaczył, że wąglik jest chorobą występującą miejscowo, powoduje ją bakteria nieinwazyjna, a nie wirus i w związku z tym nie ma groźby rozprzestrzenienia się na większym obszarze. Przebywając na Słowacji należy jednak zachować ostrożność - dodał.

Jak mówił w poniedziałek szef regionalnego urzędu weterynarii w słowackim Svidniku, bakteria zabiła cztery krowy z farmy, trwa akcja szczepienia pozostałych, natomiast nie można mówić o epidemii. W całym regionie obowiązuje jednak zakaz sprzedaży mięsa i mleka z zakażonej hodowli. Farma została zamknięta. Kwarantanna potrwa 30 dni. Słowackie ministerstwo gospodarki zapewniło, że mięso skażonych krów nie znalazło się w sieci handlowej.