Grzegorz Załęski, z miejscowości Pomaski Małe k. Makowa Maz., prowadzi wraz z żoną Anną hodowlę bydła mlecznego. Początki zarządzania gospodarstwem były ciężkie, ponieważ rolnicy borykali się z częstymi upadkami cieląt. 

- Głównym problemem, z którym borykaliśmy się przez cztery pierwsze lata prowadzenia gospodarstwa były ciągłe biegunki i zapalenia płuc u cieląt, nierzadko kończące się upadkami. Drugim mankamentem był fakt, że nasza obora jest niewielka, a kojce dla cieląt zajmowały dużo miejsca w budynku. Razem z żoną bardzo dużo czytaliśmy w różnych gazetach oraz w Internecie na temat zimnego wychowu cieląt. Dodatkowo do spróbowania tej metody wychowu zachęcił nas opiekujący się stadem lekarz weterynarii, który wytłumaczył nam, że w taki sposób utrzymywane jest bydło w Kanadzie - tłumaczy Grzegorz Załęski. 

Decyzja o rozpoczęciu utrzymywania cieląt w systemie zimnego wychowu jest zwykle odkładana z obawy przed dodatkowymi kosztami oraz niepewnością o los młodych zwierząt podczas niesprzyjającej pogody. Anna i Grzegorz Załęscy poradzili sobie z tym problemem w pomysłowy sposób. 

- Mieliśmy wiele obaw co do tej metody wychowu. Ale w sytuacji, kiedy padały nam kolejne cielęta, postanowiliśmy zaryzykować i wystawić na próbę cielę, które miało się niebawem urodzić. Na budki typu iglo tak naprawdę nie było nas stać. Potrzeba było ok. 8 - 10 budek, a na taki wydatek nasze gospodarstwo nie było w tamtym czasie gotowe. Długo zastanawiałem się jak to wszystko zrobić jak najmniejszym kosztem i wpadliśmy na pomysł wykonania budek z drewna. Przy pracy pomógł nam znajomy zajmujący się produkcją mebli ogrodowych - mówi hodowca. 

Zimny wychów w drewnianych budkach sprawdził się. Jak mówią hodowcy, podczas 7 lat korzystania z tego sytemu w gospodarstwie odchowano ok. 180 cieląt i to bez żadnych start. Dodatkowo dzięki "eksmisji" cieląt z obory, zyskano więcej miejsca w oborze. Mały nakład środków i czasu pozwolił na powiększenie stada mlecznic. 

- Dodatkowo miejsce, które wcześniej zajmowały kojce dla cieląt, zaadaptowaliśmy na stanowiska dla krów dojnych. Pozwoliło to nam na powiększenie stada o dodatkowe 6 sztuk - mówi Grzegorz Załęski. 
 

Podobał się artykuł? Podziel się!