W wyniku zachwiania równowagi na rynku wołowiny, spowodowanej wprowadzeniem rosyjskiego embarga na produkty żywnościowe oraz zakazu uboju rytualnego, hodowcy odczuwają spadek rentowności tej gałęzi produkcji zwierzęcej. W związku z tym należy poszukiwać dodatkowych działań mających na celu poprawę opłacalności chowu bydła opasowego.

Jednym z takich działań może być poprawa jakości wołowiny, co pozwoli na wyższą klasyfikację tusz w systemie EUROP, a co za tym idzie wpłynie na poprawę ostatecznego wyniku ekonomicznego. Najszybszą metodą poprawy jakości wołowiny jest modyfikacja żywienia w taki sposób, aby zmienić na korzyść skład tuszy. Zmianę tą należy rozumieć jako wzrost udziału mięsa w tuszy, przy jednoczesnym obniżeniu zawartości tłuszczu.

Taki program żywienia został opracowany w Katedrze Hodowli Bydła Uniwersytetu Technologiczno – Przyrodniczego w Bydgoszczy pod kierunkiem prof. Henryka Chmielnika.

Jego głównym założeniem jest obniżenie wartości energetycznej dawki w ostatnim etapie opasu (ok. 60 dni) do 80% zapotrzebowania bytowego zwierząt. Działanie takie jest osiągane m.in. poprzez ograniczenie podaży kiszonki z kukurydzy. Poziom białka pozostaje na stałym poziomie, z którego ok. 300 g ogólnej wartości powinno być białkiem nieulegającym rozkładowi w żwaczu.

W wyniku takiego działania zwierzęta do końcowej fazy wzrostu wykorzystują energię ze spalania tłuszczu zapasowego. Na skutek takiej diety zwierzęta są w stanie w czasie dwóch miesięcy spalić ok. 30% tłuszczu zapasowego (głównie międzymięśniowego i z jamy ciała). W efekcie opasane bydło osiąga nieco niższą masę końcową. Jednak strata ta jest z nawiązką rekompensowana poprzez wzrost wartości tuszy w wyniku jej zakwalifikowania do wyższej klasy jakościowej.

Istotnym wymogiem stosowania takiego systemu jest indywidualne traktowanie zwierząt w ostatnim etapie opasu. Oznacza to, zwierzęta muszą być żywione na stanowiskach uwięziowych. W tym czasie należy również ograniczyć pobieranie innych pasz, również ściółki.