Prawie 860 tysięcy złotych. Taką sumą dysponują Polskie Służby Weterynaryjne. To sporo. Pieniądze będą potrzebne na monitoring choroby. Jeśli do tego dodamy ubiegłoroczne doświadczenie – to ptasia grypa nam nie straszna.

Janusz Związek z Głównego Inspektoratu Weterynarii: - Mamy więcej doświadczenia niż poprzednio. Po pierwsze dlatego, że rząd przeznaczył odpowiednie środki, po drugie przećwiczyliśmy już zwalczanie grypy u ptaków dzikich i domowych.

Zdaniem właścicieli firm drobiarskich, na ptasią grypę uodpornili się też konsumenci. Dlatego w momencie wykrycia wirusa, popyt na drób nie powinien drastycznie spaść. - Wyedukowaliśmy społeczeństwo przez ostatni rok, wiemy już , że nie zagraża ona człowiekowi. – mówi Leszek Kawski z Krajowej Rady Drobiarstwa.

To co budzi jednak obawy to ewentualne wystąpienie wirusa na fermach hodowlanych. O takich przypadkach coraz częściej mówi się bowiem w Europie.

- Wystąpienie wirusa na fermie to konieczność wybicia całego stada, to nie jest ubezpieczone, państwo ma rekompensować, z tym są zawsze problemy i tego niestety boją się hodowcy. – dodaje Leszek Kawski.

Mimo rosnącego zagrożenia wirusem, Polskie Służby Weterynaryjne nie decydują się na wprowadzenie restrykcji hodowlanych. – Stwarza to poważny kłopot hodowcom i podgrzewa niepotrzebnie atmosferę wokół całej sprawy. – dodaje Janusz Związek.

Wszystko się zmieni w obliczu zagrożenia.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!