Niektórzy się cieszą, bo zdążyli sprzedać drób nim wybuchła choroba...

Hodowca drobiu – „Miałem duże szczęście, że zdążyłem.”

Inni starają się nie martwić na zapas choć widmo strat wisi nad ich głowami. Hodowca drobiu – „Miejmy nadzieję, że nie będzie więcej ognisk, ale jeżeli będą to, myślę, że rok zaczniemy bardzo kiepsko.”

Branża drobiarska liczy, że wszystko niedługo się skończy i sytuacja wróci do normy. Andrzej Piórkowski, właściciel ubojni drobiu – „Kiedy ta sytuacja przestanie być medialna, to rynek się uspokoi.”

Jacek Tyrankiewicz, powiatowy lekarz weterynarii w Łodzi - „To jest choroba ptaków, a nie ludzi i w tym układzie musimy zachować spokój, rozsądek i przestrzegać samodyscypliny.”

Paradoksalnie na kryzysie w drobiarstwie mogą zarobić inne gałęzie branży mięsnej, na wzrost cen liczą producenci wieprzowiny. Na razie jest bardzo kiepsko mówią. Hodowca trzody – „Największy udział mają w tym pośrednicy, tylko przewiozą materiał ode mnie do ubojni i już mają czysty pieniądz na tym.”

Cześć nadwyżek mięsa uwolni eksport do Rosji, mówią z zadowoleniem przedstawiciele zakładów mięsa czerwonego.

Marek Marszałkowski, prezes zakładów mięsnych – „Na to wszyscy liczymy, jesteśmy przygotowani do produkcji na rynki wschodnie, kiedyś eksportowaliśmy tam dość znaczne ilości produktów.”

Podpisanie umowy, która zakończy dwuletnie, rosyjskie embargo na polskie mięso odbędzie się dzisiaj wieczorem w Kaliningradzie.

Źródło: Przemysław Lisiecki/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!