Jak wyliczył resort rolnictwa, z powodu ognisk ptasiej grypy, między innymi na utylizację padłych zwierząt, wydano ponad 12 mln zł. W ciągu kilku miesięcy ubito blisko milion sztuk drobiu. Od wygaśnięcia ostatniego ogniska choroby minął ponad miesiąc, ale sami drobiarze przyznają, że nadal mają problemy z oszacowaniem strat, jakie ponieśli.

Leszek Kawski, Krajowa Rada Drobiarstwa: - drobiarstwo polskie jest bardzo rozproszone. Nie wszyscy są zrzeszeni w izbach, w różnego rodzaju organizacjach. Wielu działa na wielkim rynku. Trudno do nich dotrzeć i zweryfikować pełną informację.

Mimo to, do ministerstwa rolnictwa cały czas wpływają kolejne dane mówiące o stratach, jakie ponieśli hodowcy. Większość z nich liczy na odszkodowania z budżetu państwa. Jedyną z możliwych form krajowej pomocy mają być pieniądze z programu „de minimis”. Przedstawiciele branży drobiarskiej coraz bardziej obawiają się, że na przyznanie unijnych rekompensat hodowcom nie zgodzi się Bruksela, uznając ich straty za zbyt małe.

Źródło: Radosław Bełkot/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!