Zdaniem Piotra Kulikowskiego wartość firm detalicznych w Polsce zanotowała bardzo szybki wzrost. Prezes Indykoplu podkreślił nawet, że za szybko urosły do satysfakcjonujących wielkości, przez co wielu przedsiębiorców zadowoliło się tym, co udało im się już osiągnąć.

- Właściciele skuszeni łatwym zyskiem podjęli najprostszą decyzję – sprzedajemy się. Na moim biurku leży 5-7 ofert zakupu Indykpolu. Mnie to zupełnie nie interesuje. Mam to szczęście, że reprezentuję właścicieli oraz jestem prezesem operacyjnym. Po prostu podjęliśmy decyzję, że będziemy starali się zbudować wielką firmę. Nie pytamy „ile jesteście w stanie zapłacić” - wyjaśnił Kulikowski.

Przyznał również, iż w gronie producentów jest dużo więcej patriotyzmu niż chociażby wśród przedstawicieli firm handlowych.

- Dzisiaj zniknęło pojęcie, które według mnie ma wielki potencjał pozytywny, fabrykantów polskich niewstydzących się tego, że produkują. W nas jest dużo więcej cierpliwości, pokory, niż w tych ludziach którzy weszli w handel, poskupiali kilkaset sklepów i potem sprzedali się - zauważył Kulikowski.

Prezes Indykolu ma świadomość, że przed kierowaną przez niego organizacją jeszcze bardzo długa droga, jednak jak sam przyznaje nie stawia przed sobą określonego celu, granicy do której dąży. Koncentruje się raczej na poprawie bieżącej działalności.

- Do tego żeby Indykpol był naprawdę duży i taki jak ja sobie wymarzyłem, to jeszcze ogromna droga przede mną. Cały czas jestem pełen pokory w stosunku do otoczenia, bardzo szybko zmieniającego się świata, do tego ile musimy jeszcze zrobić żeby tą wielką firmą faktycznie być - podkreślił.

Przyznał jednocześnie, że nie potrafi zdefiniować, co oznacza bycie "wielką firmą".

- Nie mam żadnej skali, żadnej mety. Ciężko jest mi dzisiaj na tej sali wstać i powiedzieć „tutaj jest meta, tutaj jesteśmy my”. W związku z tym bardziej koncentrujemy się nad tym, co możemy lepiej robić, niż nad tym gdzie obecnie jesteśmy - wyjaśnił Piotr Kulikowski.

Więcej na: portalspożywczy.pl