Szacuje się, że po Europie krąży wiele milionów jaj, do których dostał się fipronil, insektycyd, którego używanie w hodowlach zwierząt przeznaczonych do konsumpcji jest zabronione.

W Holandii zatrzymano dwóch przedsiębiorców, którzy są podejrzani o używanie fipronilu na kurzych fermach. Jak się wydaje produkt wytwarzany był w Belgii i importowany do Holandii, ale być może również do innych krajów.

Najpierw problem dotyczyć miał tylko Holandii i Belgii. Potem okazało się, że również Niemiec. Początkowo francuskie media głosiły, że Francji to nie dotyczy, po czym przyznały, że dwa przedsiębiorstwa importowały jaja i liofilizowane czy mrożone przetwory jajeczne.

Następnie liczba takich przedsiębiorstw wzrosła do pięciu. Informowano, że jaja w różnej postaci znalazły się najprawdopodobniej w tysiącach rogalików, ciast, makaronów i innych produktów spożywczych.

Doniesienia mówią o milionach jajek wycofanych z supermarketów w Holandii, Niemczech i Belgii. Niepokój wywołują takie produkty, jak majonez. Władze sanitarne nakazały hodowcom zniszczenie wszystkich "zakażonych" jaj.

W piątek liczba potencjalnie zagrożonych krajów wzrosła do 15, ale rano francuski minister rolnictwa Stephane Travert powiedział w wywiadzie radiowym, że we Francji "uniknięto zagrożenia dla ludzkiego zdrowia".

Kilka godzin później ten sam minister przyznał, że w jego kraju spożyto ćwierć miliona jajek z fipronilem i że nie jest to sprawa ostatnich dni czy tygodni, bo takie jaja trafiły na francuski rynek już w kwietniu.

W środę belgijski minister rolnictwa przyznał, że pierwszy raport o znalezieniu fipronilu w jajkach pochodzi z listopada ub.r.

Francuska Agencja Bezpieczeństwa Sanitarnego (ANSES) uznała, że "biorąc pod uwagę zaobserwowaną dotychczas koncentrację fipronilu", ryzyko związane ze spożyciem jajek jest "bardzo małe".

Obserwatorzy przypominają, że we Francji istnieje tendencja do minimalizowania zagrożeń sanitarnych.

Po dziś dzień drwi się z tego, że promieniowanie z Czarnobyla - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - zatrzymało się na granicach Francji, by ominąć ją od północy i południa i zakazić Hiszpanię oraz Portugalię. Bardzo długo utrzymywano też, że BSE, czyli gąbczasta encefalopatia bydła, nie dotyczy Francji i szalone krowy, tak samo jak ich mięso, nie dostają się tu z Anglii. Po pewnym czasie okazało się, że z Wielkiej Brytanii importuje się zarówno żywe bydło, jak i mięso. I co ważniejsze, te same mączki stanowią karmę w miejscowych hodowlach, gdzie powodują tę samą epidemię.